piątek, 7 listopada 2014

31."Przecież się kochamy, tylko nieco się zagubiliśmy w tym uczuciu."

Polecam włączyć sobie swoją ulubioną piosenkę świąteczną :P Lepiej wczujecie się wtedy w klimat rozdziału :) Ja pisałam do Jingle Bells :3 

Alice

Dwa miesiące później-Grudzień 

Minęły już dwa koszmarne miesiące w twoim życiu. Matt cały czas milczał i nie miał zamiaru kontaktować się z tobą w jakikolwiek sposób. A ty wolałaś na niego naskakiwać, musiał w końcu wszystko dokładnie przemyśleć. Ty zrobiłaś to już dawno. Postanowiłaś, że nie będziesz więcej pojawiać się w jego życiu. Wystarczająco bólu zadałaś mu podczas tego cholernego dnia w Rosji. Dzięki wsparciu Nikolasa wraz z Gabi  jakoś dałaś radę przez ten trudny dla ciebie czas. 
Z uśmiechem na ustach rozciągasz się leniwie, podnosząc się ze swojego łóżka. Po drodze na dół wykonujesz kilka zwinnych obrotów, do grającej na dole "All I want for Christmas". Gabriela spogląda na ciebie ze śmiechem i zajmuje swoje miejsce na jednym z krzeseł przy stole, przyglądając się z zainteresowaniem przygotowującemu śniadanie dla was Nicolasowi. Brunet odwraca się w waszą stronę z tacką pełną kanapek i puszcza oczko, na co obie wybuchacie głośnym śmiechem. Od dzieciństwa waszą tradycją było jedzenie na śniadanie kromek z Nuttelą. Ze smakiem spożywasz posiłek, spoglądając co chwila na wygłupiającą się parę. Już dziś około 12 mają przylecieć do was, którzy spędzą z wami najbliższy tydzień. Nieźle się zdziwiłaś, kiedy twój ojciec zadzwonił do ciebie z tą świetną wiadomością. W końcu zawsze był pracoholikiem, a matka nie umiała mu się sprzeciwić, ale jakimś cudem udało mu się załatwić długi urlop. Zrywasz się z krzesła i biegniesz szybko po swój i'Phone. Jak co roku masz zamiar upamiętnić Święta Bożego Narodzenia w postaci zdjęć czy filmików. Ze śmiechem pstrykasz fotki smarującym się czekoladą zakochańcom. Po chwili sama porywasz się w tą magiczną atmosferę i szczęśliwa skaczesz po sofie w salonie, wymachując poduszką na prawo i lewo. Do prawdziwego spełnienia brakuje ci tylko Jego. Gdy przebywałaś w Rosji, nie raz myślałaś nad tym jak spędzisz święta. Chciałaś by Matt był przy twoim boku, ale to nie było teraz możliwe. Kiedy Nico oznajmia, że za chwilę musicie wybrać się po świeżą choinkę natychmiast ustajesz swojego szaleństwa i rzucasz się mu na szyję. Brunet śmieje się głośno z twojego zachowania i pogania cię. Wiesz, że zachowujesz się jak dziecko, ale od dzieciństwa właśnie kochałaś święta. Za tą magiczną atmosferę, za bycie z wszystkimi blisko, za tradycję... Po prostu za wszystko. Wpadasz do swojego pokoju niczym strzała i zatrzymujesz się przed swoją szafą. Palec układasz na swojej brodzie, zastanawiając się co możesz na siebie założyć. Po krótkim namyśle wybierasz czarne legginsy i długą czerwoną tunikę. Włosy rozczesujesz swoją szczotką, spryskujesz je sprejem na objętość i opuszczasz na ramiona. W szybkim tempie narzucasz na siebie kurtkę, ubierasz kozaki na obcasie i stoisz gotowa pod drzwiami, oczekując na Nico. Uśmiechasz się delikatnie w jego stronę, kiedy wsiadasz do samochodu.  Po kilku minutowej drodze opuszczacie maszynę twojego brata i szybkim krokiem ruszacie w kierunku sprzedawcy z choinkami. Jak co roku kupujecie ją na rynku. Wciągasz do swoich nozdrzy woń świeżej sosny, uśmiechając się pod nosem. Pomagasz Nico przywiązać ją na dachu auta i opadasz na miejsce obok kierowcy. 
Z uśmiechem na ustach przekraczasz próg swojego mieszkania, wnosząc ze starszym Winterem choinkę do środka. Widzisz tylko mocne, niebieskie, rażące po oczach światło i łobuzerski uśmiech brunetki. Następna fotografka się znalazła. Rozbierasz się z ciepłej kurtki i opadasz na kanapę, przeglądając to co leci w tv. Koszykarz wręcza ci kubek z gorącą czekoladą, za co dziękujesz mu całusem w policzek. Upijasz łyk gorącego napoju, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po twoim ciele. Gdy na stoliku stawiasz puste naczynie, przypominasz sobie, że musisz jeszcze wyskoczyć do galerii po kilka prezentów. Ponownie ubierasz na siebie zimową kurtkę, a na ramie zarzucasz torebkę. Kilka minut spędzonych w twoim ukochanym BMW i już jesteś na miejscu. Kręcisz głową, gdy twoim oczom ukazuje się spory tłum ludzi. Tak to, jest jak się na ostatnią chwilę robi zakupy. Przedzierasz się przez skupisko ludzi i wchodzisz do jednego z kosmetycznych sklepów. Po dość długim zastanowieniu do koszyka wrzucasz elegancki zestaw, który podarujesz swojej rodzicielce. Z uśmiechem odhaczasz punkt na swojej liście i podążasz w kierunku kolejnych sklepów. W odzieżowym ze stosu ubrań wygrzebujesz sweter z zimowym motywem, które uwielbia twoja przyjaciółka. Po jakieś godzinie zadowolona opuszczasz budynek galerii. 

                                                                     ***
Z uśmiechem na ustach, kręcąc biodrami do "Jingle Bells" nakładasz na stół talerze. Nico przygotowuje wszystkie potrawy, a Matt układa na stole sztućce. Anderson po swojej wigilii postanowił wpaść do was. Nie miałaś nic przeciwko temu, gdyż ostatni raz widziałaś go końcem października. To właśnie koszykarz zaprosił go tutaj, za co byłaś mu trochę wdzięczna. Mimo to gdy tylko czułaś na sobie jego najmniejszy dotyk cała się denerwowałaś i twoje serce momentalnie przyśpieszało tempa. Kiedy odwracasz się do tyłu, by ponownie udać się do kuchni, w celu przyniesienia świeczki na stół natrafiasz na błękitne oczy siatkarza. Uśmiechasz się pod nosem, nie mogąc oderwać wzroku od pięknych tęczówek. Nicolas spogląda na was z za kuchni, a Gabriela pokazuje ci palcem na górę. 

-Jemioła!-krzyczy w waszą stronę. 

Delikatnie unosisz swoją głowę ku górze, spostrzegając ozdobę nad waszymi głowami. Zakłopotana odwracasz twarz w drugą stronę, zagryzając dolną wargę. Pocałować go czy może lepiej nie? Przecież to tylko zwyczaj. Nim się orientujesz Amerykanin ujmuję twoją twarz w swe dłonie i wpija się w twoje wargi. Na początku jest w stosunku do ciebie bardzo delikatny, obchodzi się z tobą jakbyś była porcelanową figurką, ale później całuje cię coraz bardziej namiętnie. W porę jednak odrywasz się od niego, rzucając ciche "muszę iść" i uciekasz na górę. Zdyszana zamykasz za sobą drzwi i opadasz na podłogę, ukrywając swoją twarz w dłoniach. To uczucie, kiedy znowu zasmakowałaś jego cholernie przyciągających ust, kiedy czułaś jego miękkie wargi na swoich... To było niesamowite. Tak bardzo za nimi tęskniłaś. Chciałaś dłużej czerpać przyjemność z jego bliskości, ale bałaś się co mogłoby się stać później. W końcu jesteście w rozłące, ale przecież to był tylko zwykły pocałunek pod jemiołą, który zrobił ci nadzieję. Jednak podczas tego pocałunku czułaś jego  upragnienie wargi na twoich ustach. Jego delikatny gest przemienił się w namiętny i czuły pocałunek. I jak ty masz teraz zejść tam i udawać, że nic się nie stało? Wzdychasz głośno i podnosisz się z podłogi, podchodząc do swojego łóżka.  Ostatni raz zerkasz na czerwoną sukienkę (klik) i czarne szpilki, stwierdzając, że to naprawdę dobry wybór. Po chwili stoisz tuż przed lustrem, zastanawiając się co zrobić z włosami. W końcu  układasz je na prawą stronę, usta poprawiasz ciemną czerwoną szminką, a oczy podkreślasz czarną maskarą. Okręcasz się wokół własnej osi, twierdząc iż jest naprawdę dobrze. Pewnym krokiem schodzisz schodami na dół, a kiedy spoglądasz na Matta śmiejesz się cicho. Jego głośne "wow" świadczy o tym, że wyglądasz zniewalająco. Po modlitwie dzielisz się opłatkiem z wszystkimi zebranymi, w tym też niedawno przybyłymi rodzicami. Zamiast o 12 dotarli tu na 5 wieczorem, gdyż była drobna awaria samolotu. Na szczęście  lot przebiegł pomyślnie.  Ze smakiem zajadasz się wigilijnymi przysmakami, spoglądając ukradkiem na zajętym rozmową z twoją mamą siatkarzem. Matthew wygląda dzisiaj niezwykle czarująco. Jego  niebieska koszula, podkreśla tą delikatną urodę mężczyzny, a czarne rurki dopełniają cały strój. Gdy po raz pierwszy zobaczyłaś jego krawat nieźle się uśmiałaś. Czerwony w małe renifery, który dostał od Nancy. Po uroczystej kolacji wspólnie śpiewacie kolędy, uśmiechając się szeroko. Ta magiczna atmosfera wypełnia wasze mieszkanie aż po brzegi. Wszyscy są dla siebie mili,  uśmiechają się do siebie, nie kłócą. To właśnie uwielbiasz w Świętach Bożego Narodzenia. Tą magię. Kiedy zanosisz talerze do kuchni nie zauważasz, że podąża za tobą Matt. Brunet staje tuż za twoimi plecami i nachyla się nad twoim uchem, a ty niemal upuszczasz naczynia, kiedy czujesz jego ciepły oddech na twojej szyi. Od razu twoja akcja serca wzrasta, a oddech przyśpiesza. 

-Powiedziałem twojej mamie, że jestem twoim chłopakiem. Nie chciałem jej teraz denerwować sytuacją z Rosji.-szepcze, odgarniając twoje włosy na jeden bok. 

-Dziękuję. Teraz musimy zachowywać pozory.-wzdychasz, obracając w rękach kubek. 

-To nie są żadne pozory. Przecież się kochamy, tylko nieco się zagubiliśmy w tym uczuciu.-siatkarz splata swoje palce z twoją dłonią. 

Jesteś zaskoczona jego gestem, ale mimowolnie uśmiechasz się delikatnie. Szybko opuszczasz jednak pomieszczenie, kierując się z powrotem do salonu. Opadasz na wygodną kanapę, przyglądając się jak twoi bliscy rozpakowują swoje prezenty. Gabi cała rozpromieniona rzuca ci się na szyję, dziękując za sweter. Całujesz ją w policzek i otwierasz prezent od niej. Kiedy twoim oczom ukazuje się duże zdjęcie przedstawiające ciebie i Matta jesteś mega zaskoczona. Uśmiechasz się sztucznie do Brown i przejeżdżasz palcem po szklanej ramce. Tacy szczęśliwi, tacy spełnieni, tacy zakochani. .. Pośpiesznie chowasz zdjęcie za siebie, kiedy w twoim kierunku zbliża się Amerykanin. 

-Trzymaj. To dla ciebie.-muska twój policzek swoimi wargami. 

Z ciekawością rozpakowujesz małe pudełeczko opakowane w ozdobny papier i układasz dłoń na ustach. Obracasz w dłoniach srebrny  wisiorek w kształcie serca, odwracasz go na drugą stronę i spostrzegasz wyryte na tyle "Alice & Matt". Właśnie w takiej chwili Matthew wręcza ci taki prezent. To chyba oznacza, że jednak nadzieja na uratowanie waszego związku nadal istnieje. Zarzucasz ręce na szyję Andersona, dziękując mu za podarunek. Brunet każe ci się odwrócić do niego plecami, co ty posłusznie wykonujesz. Po chwili czujesz już na swojej szyi nieprzyjemne zimno bijące od wisiorka. Ty również masz coś dla siatkarza. Podnosisz się z wygodnego mebla i nachylasz pod choinką, łapiąc czerwone opakowanie. Machasz nim w stronę chłopaka, który podchodzi do ciebie, spoglądając pytająco. Otwiera podarunek do ciebie i śmieje się pod nosem. Nie wierzy, że to naprawdę to. 

-Jesteś niesamowita. Skąd dostałaś tą płytę? Przecież jeszcze nie ma jej w sklepach.-stwierdza, spoglądając na ciebie z uniesionymi brwiami. 

-Wiesz mam swoje sposoby.-puszczasz mu oczko i wymijasz go. 

Matt

Im częściej przebywasz w jej towarzystwie, tym bardziej zaczyna ci jej brakować. Nieźle zaskoczyła cię tym prezentem. To w końcu płyta twojego ulubionego zespołu, która jeszcze nie wyszła do sprzedaży. Ta blondynka to jakiś anioł. Z łobuzerskim uśmiechem zerkasz na jej pośladki, które ledwo co okrywa czerwona sukienka. Wygląda dzisiaj niesamowicie. Jeszcze piękniej niż na co dzień. Może warto wreszcie przestać ograniczać się do gestów? Przecież od zdrady minęły już grubo dwa miesiące. Czasu nie możesz cofnąć, nawet gdybyś chciał. A taką dziewczynę jak Alice nie ma nigdzie indziej. Każdy człowiek jest inny, a ona jest wyjątkowa na swój sposób. Wyjątkowa, kiedy się uśmiecha, kiedy płacze, kiedy się śmieje... Zmęczony późnym wieczorem kierujesz się w stronę wolnego pokoju, w którym masz zamiar zasnąć. Nie zamierzasz wracać do siebie, gdyż i tak jest  was zdecydowanie za dużo. Przed spaniem zaglądasz jeszcze do pokoju blondynki. Po cichu uchylasz drzwi i na palcach przekraczasz próg jej pokoju. Stoi odwrócona tyłem do ciebie, w samej bieliźnie. Twoje serce niemal natychmiast przyśpiesza swój rytm, a twoje ciało pragnie jej bliskości. Zachodzisz ją od tyłu, wpijając się twoimi wargami w jej szyję. Już dłużej nie wytrzymasz, nie dasz rady. Nie chcesz oszukiwać sam siebie, że jej nienawidzisz. Już dawno pogodziłeś się z faktem, że cię zdradziła i wybaczyłeś jej w głębi serca. Czujesz jak wzdłuż jej nagich pleców przechodzi dreszczyk spowodowany twoją bliskością. Alice odwraca się w twoją stronę, spoglądając na ciebie zaskoczona. Natychmiast wpijasz się w jej usta niczym pijawka spragniona krwi i powoli kierujesz się wraz z nią w stronę łóżka. Nie obchodzi cię, że na dole śpią jej rodzice. Ty chcesz jej teraz i tutaj. Popychasz ją delikatnie na miękki materac, znajdujący się za jej plecami, po chwili lądując tuż nad nią. Spragniony jej ciała składasz na nim subtelne pocałunki, obserwując jak jej oddech przyśpiesza z każdym twoim dotykiem. Nim zauważ pozbywa się twojej koszuli, rzucając ją gdzieś w kąt. Chwilę później na podłodze lądują twoje spodnie. Zwinnie radzisz sobie z jej stanikiem, rzucając go na pobliski fotel. Na jej piersiach zostawiasz mokre ślady, słysząc jęki jej zachwytu. Wplata swoje palce w twoje brązowe włosy, przyciągając cię do siebie. Skrada z twoich ust namiętny pocałunek, zjeżdżając nimi na barki. Tak bardzo brakowało ci jej ust, jej ciała, tej cholernej bliskości. Po prostu brakowało ci całej jej. Gdyby nie ten wigilijny wieczór kto wie jakby dalej potoczyłoby się uczucie pomiędzy wami. Czujesz jak wbija swoje długie, pomalowane na krwisty czerwony kolor paznokcie, sprawiając ci przyjemny ból. Cały spocony i zmęczony opadasz na miejsce obok niej, uśmiechając się pod nosem. Nie wiesz jakim cudem odpłacisz się Nicolasowi za zaproszenie cię na ten wieczór, ale jakoś musisz. To właśnie dzięki niemi uświadomiłeś sobie jak bardzo oszukiwałeś sam siebie. Kochałeś Alice Winter, a cały czas wmawiałeś sobie, że jej nienawidzisz za to, co zrobiła, ale przecież Holt nie był tu bez winny. Przecież to on uwiódł ją, o czym nie miałeś pojęcia, To on po raz pierwszy pocałował ją, a nie ona go. 

                                               Od Autorki:

Inaczej sobie zaplanowałam tą końcówkę, ale wpadłam na nią w ostatniej chwili. W sumie będzie się ona spajać z 32 odcinkiem :) Ja tam jestem zadowolona ze swojej pracy i urwałam go w tym właśnie miejscu, nie planowałam dłuższego, gdyż chce wzbudzić waszą ciekawość :D Jak myślicie co się dalej stanie? ;) Jestem bardzo ciekawa waszych reakcji i opinii na temat 31 :3 Mi się ona osobiście bardzo podoba, ale to tylko moja opinia :P Dzięki za głosowanie w ankiecie, w której oczywiście, według moich przewidzeń prowadzi, kto? Lotman, oczywiście! Zostawić wam ją jeszcze czy może wyłączyć? :D Dziękuję za wszystkie wasze komentarze pod 30 rozdziałem i za wejścia na tego bloga, gdyż jest ich już ponad 23 tys <3 Kochani jesteście :* Całuję i zapraszam tutaj może jutro lub w niedziele :) Wena jest to trzeba korzystać ;) Zapraszam także do wyrażenia swojej opinii w komentarzu :) Jeszcze raz DZIĘKUJĘ ZA PONAD 23 TYSIĘCY WEJŚĆ :** NAJLEPSZE CZYTELNICZKI NA ŚWIECIE! <3 

poniedziałek, 3 listopada 2014

30."Daj mu czas."

Z dedykacją dla Gabi Gromek :* Dziękuję Ci za czytanie :) A Matt da radę, zobaczysz! :) 

Matt

Gdy rano podnosisz się z łóżka, czujesz pulsujący ból, który rozrywa twoją głowę. Natychmiast układasz palce w miejscach bólu i rozmasowujesz je, wierząc, że to coś pomoże. Powolnym krokiem ruszasz w stronę kuchni, w której masz zamiar przygotować jak zawsze śniadanie. Z szafki wyciągasz czystą szklankę, nalewasz do niej wody mineralnej i zażywasz aspirynę. Krzywisz się na kolejną falę bólu, zalewającego twoją głowę i zaglądasz do wnętrza lodówki. Karton mleka układasz na kuchennym blacie, by po chwili zalać nim musli. Spoglądasz z ciekawością na zegar znajdujący się na mikrofalówce, który wskazuje właśnie dziesięć po ósmej. Unosisz brwi w geście zdziwienia, gdyż już dawno w pomieszczeniu powinna pojawić się Alice. Podnosisz swój tyłek z kuchennego krzesła i zmierzasz w kierunku drzwi do jej pokoju. Uchylasz je łagodnie, a kiedy nie dostrzegasz w pokoju gościnnym sylwetki blondynki zagłębiasz się w jego wnętrze. Idealnie pościelone łóżko, nieskazitelny porządek w pokoju. Coś tu nie gra. Pośpiesznie odsuwasz jedną z szuflad, w których powinna znajdować się bielizna, ale jest ona pusta. Cóż może jest w praniu. Ponownie postępujesz z szafą, w której także nie znajdujesz jej ubrań. Przeczesujesz nerwowo swoje stojące w różne strony włosy i rozglądasz się wokół. Pokój świeci pustkami. Zamieszkują go tylko i wyłącznie meble. Ogarnia cię niepokój. Opadasz na posłanie, na którym niedawno spała i ujmujesz swoją twarz w dłonie, zastanawiając się co teraz zrobić. Owszem, czujesz do niej nienawiść, ale ją kochasz. Nie chcesz tu być całkowicie sam. Zawsze jej widok dodawał ci pozytywnej energii, chęci do życia i sprawiał, że na twojej twarzy gościł delikatny uśmiech. Nawet teraz, gdy mijałeś ją tylko i wyłącznie na posiłkach. Układasz się na jej łóżku, wpatrując w śnieżno biały sufit. Nagle pod dłonią czujesz coś papierowego. Bierzesz do dłoni kopertę ze starannie zapisanym słowem "Matt" i otwierasz jej zawartość, czytając głośno: 

                                         Drogi Matthew! 

 Wiem, że uznasz mnie teraz pewnie za tchórza. Mam to gdzieś. Nie chce dłużej cierpieć i nie chce byś ty cierpiał. Twoja chłodność sprawia mi ból. Zaledwie dwa tygodnie temu okazywałeś mi swoją miłość w każdym geście, a teraz traktujesz mnie jak powietrze. Nie mogę dłużej patrzeć na twoją obojętność. Postanowiłam, że najlepiej dla nas będzie jeśli wyjadę. Ty zostaniesz sam w Rosji i spokojnie będziesz mógł sobie wszystko przemyśleć. Wiem, że to moja wina. To ja spieprzyłam nasz związek. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że gdyby nie ten wyjazd do Maxwella  i nasza wspólna noc, wszystko byłby po staremu. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Wiem o twoim opuszczaniu treningów i upijaniu się w barze. Nie staczaj się na dno Anderson tylko i wyłącznie przez to co się stało. Dasz radę! Zawsze byłeś cholernie uparty i silny. Powodzenia! Kocham Cię. 

                                                                                           Alice    
           
Może rzeczywiście tak będzie dla was łatwiej? Może życie we dwójkę w jednym mieszkaniu nie jest wam pisane? Jednego jednak jesteś pewien. Będzie wam ciężko. Zrywasz się pośpiesznie z miękkiego materaca, przypominając sobie o treningu. Pośpiesznie wciągasz na siebie swoją ukochaną białą bluzę z Adidas i dżinsy. Ubrany w ciepłą puchową kurtkę i z torbą na ramieniu opuszczasz swoje mieszkanie, zamykając je na kluczyk. Przed 10 docierasz na miejsce i wpadasz do szatni Zenitu niczym torpeda. Chłopaki przerywają swoje rozmowy i spoglądają na ciebie jakby co najmniej zobaczyli królową Anglii na żywo, biegającą jak gepard. Uśmiechasz się do nich delikatnie i przebierasz się w szarą bluzkę i czarne dresy. Gnieciesz w dłoniach papierowy kubek z ciepłą i świeżą kawą, gdyż rano nie zdążyłeś napić się kompletnie niczego, a po chwili stawiasz się na hali. Alekno zleca chłopakom zrobienie 10 okrążeń, a ciebie zaprasza na bok, byś wyjaśnił mu powody swojej nieobecności. Wzdychasz głośno, gdyż znasz go doskonale i wiesz, że będzie ciężko. Zdecydujesz się powiedzieć mu prawdę, ale po chwili zmieniasz decyzję. Kłamiesz, że od kilku dni leżałeś chory, a Alice była tak zabiegana, że tego nie zauważyła. Spogląda na ciebie podejrzanie, ale po chwili odsyła cię do chłopaków. Oddychasz z ulgą i wykonujesz posłusznie ćwiczenia Vladimira. Już jutro gracie kolejny mecz Superligi z Moskwą. To świetna okazja by odegrać się na Maxwellu. Musisz dać z siebie wszystko i pomóc Zenitowi wygrać ten mecz. Nim spostrzegasz mija ci te 2 godziny treningu i spocony wskakujesz pod prysznic. Wycierasz się dokładnie białym ręcznikiem i pośpiesznie opuszczasz szatnie, by uniknąć spotkania z Maximem. Jest twoim przyjacielem i za pewne zauważył twoją nieobecność na treningach. Sprytnie omijasz zagadanego z trenerem Rosjanina i wsiadasz do swojego Nissana. Droga do domu mija ci w towarzystwie piosenek lecących z radia. Gdy przekraczasz próg twojego mieszkania, momentalnie kierujesz się w stronę salonu i opadasz na kanapę. Przeglądasz nowe odcinki amerykańskich seriali, ale żaden jakoś nie przyciąga twojej uwagi. Włączasz wiadomości i niemal dławisz się jedzonym właśnie kawałkiem szarlotki, który zakupiłeś po drodze do domu. Media spostrzegają, że Winter nie pojawia się na twoich treningach ani meczach i niepokoją się. Zirytowany natychmiast wyłączasz komputer i zabierasz się za przygotowywanie obiadu. Spaghetti przygotowujesz w ekspresowym tempie i po chwili zajadasz się nim z uśmiechem. Bez Niej jest tu jakoś tak monotonnie i pusto. Wchodzisz do jej pokoju i układasz się na jej łóżku, wdychając zapach jej cytrusowych perfum. Z jednej z półek wyciągasz wspólnie zrobiony przez was album i przypominasz sobie wszystkie spędzone wspólnie chwile. Gdy krzątała się po twoim mieszkaniu nie zwracałeś na nią uwagi, ale gdy teraz zostawiła cię samego zaczęło ci jej brakować. Śmiejesz się głośno, na wspomnienie twojej radości, gdy po raz pierwszy odwiedziła cię w Kazaniu. Wasze wygłupy, jej uroczy śmiech, twoje potknięcie na schodach, siniak na plecach... 

Alice 

Odkładasz swoje walizki obok drzwi i przekręcasz kluczyk w zamku. Uśmiechasz się pod nosem, wchodząc do twojego mieszkania. Wreszcie w domu. Ciągniesz za sobą bagaże, coraz bardziej zagłębiając się we wnętrze domu. Kompletnie nic się tu nie zmieniło. Siadasz w wygodnym fotelu i bierzesz do rąk zdjęcie w ramce. Fotografia przedstawia szczęśliwą Gabi z Nicolasem u boku. Uśmiechasz się delikatnie, dostrzegając jak brunetka ukazuje swoją dłoń z błyszczącym pierścionkiem. Momentalnie zrywasz się na równe nogi, kiedy z góry zbiega twój brat. Staje w miejscu i z nie dowierzaniem przeciera swoje oczy. Po chwili jednak podbiega do ciebie i zamyka w swoim żelaznym uścisku. Po salonie rozbrzmiewa twój cichy śmiech. Tak bardzo tęskniłaś za tym wielkoludem. Wciągasz do nozdrzy zapach jego perfum, których wcześniej nie znałaś. 

-Tęskniłam za tobą Nico.- Szepczesz do jego ucha, całując go w policzek.- Widzę, że ktoś tu wyposażył się w nowy zapach. -Dajesz mu kuksańca w bok. 

-To od twojej przyjaciółki. A tak w ogóle to co ty tu robisz? Nie powinnaś być teraz z Mattem w Rosji. -unosi brwi. 

Momentalnie spuszczasz wzrok i omijasz go, wbiegając schodami na górę. Wpadasz do swojego pokoju i uśmiechasz się pod nosem, dostrzegając siedzącą na twoim łóżku Gabi. Brunetka momentalnie zaprzestaje grać na gitarze i spogląda na ciebie zdziwiona. Zrywa się z miejsca i podchodzi do ciebie, przytulając cię tak, że mało brakuje jej do uduszenia cię. Widząc twoją siną twarz, ze śmiechem odsuwa się do tyłu i ciągnie cię w kierunku posłania. Opadasz obok niej i wsłuchujesz się w dzieło jakie ci prezentuje. Uśmiechasz się do niej łagodnie, chwaląc jej talent. Ona jednak dostrzega, że coś jest nie tak. Odstawia instrument na bok i obejmuje cię ramieniem, zachęcając do rozmowy. W końcu pękasz i opowiadasz jej o stosunku Matta do ciebie, o opuszczaniu przez niego treningów i wielu innych rzeczach. Brunetka widząc, że zaczynasz płakać podaje ci paczkę chusteczek i głaszcze cię po plecach, pozwalając wypłakać się na jej ramieniu. Nie wiesz, co ty byś bez niej zrobiła. Ona jest jak dobry duch. Zawsze cie wspiera, wysłuchuję twoich problemów, doradza. Jesteś wdzięczna temu na górze, za postawienie jej na twojej drodze. Nico po cichu otwiera drzwi twojego pokoju i wchodzi na palcach do środka. Brunet klęka przy twoich kolanach i spogląda na ciebie zaniepokojony. 

-Alice, powiedz mi co się stało?-pyta łagodnie.

-Nic, wszystko w porządku.-próbujesz się uśmiechnąć, ale po jego minie sądzisz, że ci się nie udało. 

-Widzę, że coś jest nie tak. Chodzi o Matthew, tak?

Kiwasz bezwładnie głową i wstajesz z miejsca, podchodząc do okna. Swój wzrok skupiasz na ciemnym niebie, na którym zaczynają się już pojawiać błyszczące gwiazdy. Nie chcesz opowiadać koszykarzowi o tym co się wydarzyło w Rosji, gdyż jest to dla ciebie bardzo bolesne. Odwracasz się, więc spoglądając błagalnie na Gabrielę. Brown od razu rozumie o co ci chodzi i tłumaczy swojemu narzeczonemu co się wydarzyło w Moskwie. Nicolas podchodzi do ciebie i tak po prostu przytula. Czujesz się jak zagubione małe dziecko tkwiące w ramionach matki, w których odnajduję bezpieczeństwo i ochronę od świata. Nico zawsze umiał ci je zapewnić i robił wszystko byś tylko nie cierpiała. Za pewne, gdyby mógł poleciałby do Kazania, ale nie chciał zostawiać brunetki samej. Kochasz go za to jaki jest troskliwy i opiekuńczy. Uśmiechasz się przez łzy, ponownie zajmując swoje miejsce na łóżku obok brunetki. 

-Alice, nie płacz. Wszystko będzie dobrze. On po prostu musi sobie wszystko przemyśleć, pogubił się w tym wszystkim i nie wie co ma teraz robić. Daj mu czas. -Nico siada obok ciebie i obejmuje cię ramieniem. 

Przytakujesz głową, uśmiechając się łagodnie. Tak bardzo brakowało ci tej pary, tam w Kazaniu. Teraz masz wreszcie możliwość spędzenia z nimi dużej ilości czasu. Kiedy pytasz brunetkę, o to dlaczego komponuje u ciebie w pokoju a nie u siebie, zaczyna opowiadać ci o propozycji szefowej, na którą się zgodziła. Co tydzień dodaje do gazety teksty swoich piosenek, co podoba się czytelnikom. W tej chwili przypominasz sobie o redakcji. Skoro już tu jesteś, to może wrócisz tu do pracy? W najbliższym czasie przecież nie planujesz nigdzie wyjeżdżać. Musisz to jeszcze przemyśleć. Brown dostrzega twoje zmęczenie podróżą do Buffalo i natychmiast decyduję się wraz z brunetem opuścić pokój. Śmiejesz się  głośno, gdy Gabi okłada poduszkami Wintera, który nie chce opuszczać twoich czterech ścian. Z walizki wyciągasz swoją piżamę i udajesz się do łazienki. Gorący prysznic sprawia, że zapominasz i choć na chwilę odrywasz się myślami od tego co mógłby teraz porabiać Anderson. Po chwili wycierasz swoje mokre ciało białym ręcznikiem i z mokrymi opadającym ci na ramiona włosami opuszczasz toaletę. Opadasz na łóżko i przymykasz powieki. Sięgasz po swój iPhone i wbrew swoim postanowieniom wchodzisz na Twittera Matta. Gdy Nicolas bez pukania wpada do twojego pokoju serce niemal nie wyskakuje ci z piersi. Brunet śmieje się pod nosem i przysiada się na twoim materacu, wręczając ci tackę, na której widnieją kanapki z dżemem i gorąca czekolada. Posyłasz w jego stronę szeroki uśmiech i zabierasz się za jedzenie.  W między czasie podpytujesz brata o to co słychać u niego i Gabi oraz jak radzi sobie w amerykańskiej lidze koszykarskiej. Kiedy opowiada o incydencie z jedną z jego fanek, wypluwasz zawartość kubka na jego koszulkę. Unosisz dłonie w geście bezbronności, gdyż nie umiesz powstrzymać swojego rozbawienia sytuacją jaką wydarzyła się niedawno po meczu. Nico odkłada pustą tackę i kubek na szafkę nocną i z cwanym uśmiechem zaczyna cię łaskotać. Po twoim pokoju rozbrzmiewa twój głośny śmiech. Tęskniłaś za Nicolasem. Z każdą chwilą uświadamiasz sobie to coraz bardziej. Zaprzestaje łaskotek dopiero, gdy do twojego lokum wpada jego dziewczyna. Gabriela kręci ze śmiechem głową i odciąga od ciebie Nicolasa, życząc dobranoc. Kiedy domykasz za nimi drzwi, widzisz jak z czułością smakują swoich ust. Uśmiechasz się pod nosem, widząc w głowie podobny obraz, tylko z tobą i Mattem. Oni są tacy szczęśliwi. Masz nadzieję, że za niedługo będzie tak również z tobą i siatkarzem. 

                                                           ***
Podnosisz swój tyłek z wygodnej kanapy w salonie i spoglądasz groźnie na Nicolasa. Nie masz zamiaru marznąć na dworze, a on chce byś pomogła mu i Gabi ogarnąć ogród z liści. Niechętnie jednak ubierasz na siebie czarną bluzę z białymi paskami z Nike i fioletowe słuchawki na uczy, ruszając w stronę wyjścia z mieszkania. Dawno czegoś w nim nie robiłaś. Do rytmu piosenek, poruszasz zgrabnie pośladkami, grabiąc liście. Po chwili ściągasz swoje słuchawki z uszu i śpiewasz głośno wraz z Brown tak zwaną "Nosę". Nicolas śmieje się z was głośno, nagrywając wszystko kamerką w telefonie. Jesteś im tak bardzo wdzięczna. Od jakiegoś tygodnia pomagają ci zapomnieć o tej całej chorej sytuacji pomiędzy tobą a Andersonem. Z telewizji wiesz, że zrezygnował on z dalszej gry w Rosji i zawiesił karierę, z powodów depresyjnych. Przez prawie cały czas byłaś przy nim i nic nie zauważyłaś. Może po prostu nie chciał siedzieć tam w Kazaniu bez ciebie i postanowił wrócić do Buffalo? Nie wiesz. Potrząsasz głową, by odgonić te myśli i kilkoma ruchami grabisz dość sporą kupkę liści na jeszcze większą. Nagle twoim oczom ukazuje się wysoka sylwetka Lotmana. Ze zdziwienia wypuszczasz grabie z twoich dłoni, pozwalając im opaść na ziemię. Paul śmieje się głośno na twoją reakcję i zmierza w twoim kierunku. Podchodzisz do niego i przytulasz mocno. Amerykanin śmieje się cicho, również cię obejmując. 

-Siema Winter!-wita cię wesoło.-Wiesz co?! Będę ojcem!-oznajmia ci tak głośno, że na chwilę tracisz słuch.

-Say what?!-wykrzykujesz, spoglądając na niego zdziwiona. 

Resoviak śmieje się głośno i bierze cię na ręce, podrzucając do góry, jakbyś co najmniej nagrodę MVP meczu dostała. W końcu jednak stawia cię na ziemi, a ty rzucasz się na jego szyję, gratulując mu. Nicolas podchodzi do was z butelką szampana i zaprasza do salonu. Ani na chwilę nie opuszcza cię znakomity nastrój. Wraz z twoimi towarzyszami opadasz na sofę w salonie i bierzesz w dłonie kieliszek.

-No to wznieśmy toast na za małego Lotmana.-ogłasza Nico. 

Stukasz o naczynia wszystkich zebranych i śmiejesz się na widok szczęśliwego po uszy Amerykanina. Chyba naprawdę długo oczekiwał swojego potomstwa. W głowie masz już widok małej brunetki z tymi czekoladowymi oczami i uśmiechem po mamusi. Jesteś pewna, że będzie to dziewczynka. Sama marzysz kiedyś o urodzeniu Mattowi dziecka. Na pewno byłby wspaniałym ojcem. 

                                                     Od Autorki:

Nom to mamy już 30. Mega szybko to leci :P Historia ta powoli zbliża się ku końcowi. Planuję jeszcze około 10 rozdziałów. Z tego powyżej jestem dość zadowolona, wyszedł lepiej niż się spodziewałam :)  W sobotę oglądałam "Nad życie" i po raz 3 płakałam przy końcówce. Piękny i smutny oraz wzruszający film <3 Postanowiłam, że od tego roku będzie moją tradycją i w każdy 1 listopada będę go oglądać. Już za niedługo rozpocznie się sezon zimowy skoków narciarskich, na który czekam niecierpliwie. Są tutaj fanki ski jumping? :D A już za chwilę rusza Liga Mistrzów :3 Ja oczywiście kibicuję Skrze i Asseco :3 Nom to chyba tyle od mnie, dziś wyjątkowo krótko. 

UWAGA! 
Proszę by każda z was oddała głos w ankiecie na najlepszego żartownisia w tym opowiadaniu. Jeśli jesteście nie zdecydowane, możecie wybrać kilka odpowiedzi :D Moim zdaniem wszystkich pobija Paul Lotman xD Jest bezkonkurencyjny. Potwierdza to nawet dzisiejszy rozdział :) Całuję i do środy ( może ). 




                                                

sobota, 1 listopada 2014

29."Mogłabyś mnie tak nie świdrować wzrokiem? "

Matt

-Matt, muszę ci coś powiedzieć -mówi drżącym głosem. 

Martwi cię barwa jej głosu. To chyba naprawdę coś poważnego. Nim zauważasz, kiedy łapie cię za rękę i wciąga do środka mieszkania, każąc usiąść ci na kanapie w salonie. Wykonujesz jej polecenie i patrzysz na nią niepewnie, obserwując jak przemierza salon od strony lewej do prawej. Jest wyraźnie poddenerwowana.  Zrywasz się z kanapy i ujmujesz jej twarz w swe dłonie, spoglądając głęboko w jej oczy. W jej oliwkowych tęczówkach dostrzegasz lęk przed czymś, strach. Bierze głęboki oddech i przymyka swoje powieki. Wplatasz swoje palce z jej ręką, dodając jej tym gestem otuchy. 

-Wiem, że to co powiem może cię teraz cholernie zranić, ale nie chce cię oszukiwać. W końcu obiecywaliśmy sobie szczerość. Podczas tego tygodnia u Maxa wydarzyło się coś, co nie powinno mieć miejsca. Nie wiem jak to się stało, ale ja przespałam się z Maxwellem.-wypowiada na jednym wdechu.

Otwiera oczy i czeka na twoją reakcję. Patrzysz w jej oliwkowe tęczówki nie dowierzając. Kręcisz głową, prychając pod nosem. Momentalnie opadasz na kanapę, stojącą za tobą i ujmujesz twarz w twoje dłonie. Przecierasz ją, zagryzając nerwowo dolną wargę. Przecież to nie może być prawda! Alice Winter taka nie jest! Przecież to mądra, dorosła kobieta, a nie niedojrzała nastolatka.  Zaufałeś jej, a ona tak po prostu przespała się z twoim kolegą z drużyny. Gdy ty leżałeś na łóżku, rozmyślając o niej, ona po prostu spała w jego ramionach całkiem naga. Potraktowała cię zwyczajnie jak śmiecia, który nie ma uczuć. Ty je jednak masz. Owszem, kiedyś traktowałeś kobiety jak przedmiot i były ci potrzebne tylko na jedną noc, ale to przecież było tak dawno. Zmieniłeś się! Teraz już tego nie robisz, bo masz ją. A może miałeś? W końcu po tym co ci zrobiła,  miałeś prawo nie chcieć jej znać. Czujesz jak zaciska swoją zimną kończynę na twoim nadgarstku. Unosisz wzrok na jej twarz, patrząc na nią spojrzeniem przepełnionym bólem. Nie ma pojęcia jak cholernie cierpisz! Twoje serce nie jest już całością jaką stanowiła Ona i ty. To właśnie blondynka sprawiła, że przełamało się ono na dwie części. Z jednej strony tak bardzo się nią brzydzisz, a z drugiej tak cholernie ją kochasz. Lecz czy jesteś w stanie wybaczyć jej coś takiego? Nie wiesz. Teraz nie znasz odpowiedzi na to pytanie. Trwasz tak w ciszy, rozmyślając nad tym co teraz robić.

-Matthew, proszę cię odezwij się! Powiedz coś!-potrząsa tobą, cicho łkając. 

Spoglądasz na nią pustym pozbawionym jakichkolwiek uczuć spojrzeniem i prychasz pod nosem. Co masz mówić? Być może nie spodziewałeś się tego po niej? Tylko po co? To niczego nie zmieni. Nadal będziesz siedział w tym samym miejscu i zastanawiał się po co to zrobiła. A dlaczego zrobił ci to Max? Wiedział przecież o twoim uczuciu do blondynki, lecz mimo tego uwiódł ją. Już podczas Mistrzostw w Polsce miałeś złe przeczucia. Dokładnie pamiętałeś jeden gest, który cię zaniepokoił. Alice siedziała w restauracji obok blondyna, a on miał ułożoną rękę na jej udzie. Wtedy właśnie zareagowałeś bardzo ostro, ale przeprosiłeś przyjaciela twojej dziewczyny za swoje zachowanie. Już pewnie, wtedy Holt coś czuł do Winter. A może to wyłącznie chęć zaliczenia jej? Nie wiedziałeś, nie wiedziałeś nic. Z rozmyśleń wyrwał cię kolejny krzyk blondynki, która klęczała na dywanie i tak po prostu płakała. 

-A co mam powiedzieć? Co do cholery mam powiedzieć?! Może, że jestem szczęśliwy z tego powodu? Kompletnie nie rozumiem dlaczego mi to zrobiłaś! Przecież mnie kochasz! A może mi się tylko tak wydawało?-podrywasz się z mebla i stajesz na przeciw niej. 

Kompletnie nie panowałeś nad sobą. Wstąpiła w ciebie jakaś furia. Nie poznajesz siebie. Zaciskasz dłonie w pięści, oczekując na jej odpowiedź. Coraz mocniej przegryzasz swoją wargę, by wyładować swoje emocje. 

-Wątpisz w moje uczucia do ciebie? Jak możesz? Przecież, gdybym cię nie kochała nie byłoby mnie teraz tutaj! A Max to wyłącznie mój przyjaciel, to była tylko mała wpadka. Później dowiedziałam się, że on mnie kocha. Powiedziałam mu, że ja nie odwzajemniam tego uczucia. 

-Mała wpadka?! Alice, przespałaś się z moim kumplem z kadry, a twoim najlepszym przyjacielem! Ty to nazywasz małą wpadką?! A do tego maskowałaś się przed mną, że nic się nie stało. Kocha?! O jakie to romantyczne! Naprawdę wierzysz w te jego bzdurne bajeczki? 

Wiesz, że sprawiasz jej tymi słowami ból, ale nie potrafisz ugryźć się w język. Po prostu jej nie poznajesz. Nazywa zdradą małą wpadkę i to jeszcze ze swoim przyjacielem? Co się z nią stało? Przecież zawsze była rozważną i modrą dziewczyną. Gdzie się podziała tamta Alice? A może to po prostu prawdziwa ona, a wcześniejsze jej wcielenie to wyidealizowana przez ciebie blondynka?  Do tego ani trochę nie wierzysz w słowa, które powiedział jej Max. Zawsze był kobieciarzem i chodziło mu tylko o jedno, o łóżko. Przy każdej okazji szukał w klubach młodych, atrakcyjnych dziewczyn i spędzał z nimi namiętną, szaloną noc. Widać Winter mało go znała. Widzisz jak po jej policzkach spływają słone łzy. Nie chcesz by cierpiała, ale z drugiej strony wiesz, że się jej to należy. Tym bardziej za to, że cię okłamywała. Zirytowany całą sytuacją w pośpiechu zakładasz na siebie kurtkę i wybiegasz z mieszkania. Nie marzysz o niczym innym jak ucieczce od oglądania jej twarzy. Wolnym krokiem ruszasz w kierunku doskonale znanego ci baru, który znajduję się niedaleko twojego bloku. Co z tego, że trwa sezon i trener zabronił wam spożywania alkoholu? Ty masz wyjątkową sytuację. W obecnej chwili masz już wszystkiego serdecznie dość. Młodego kelnera prosisz o kufel piwa, a po chwili zamaczasz w nim swoje usta, rozmyślając nad tym co dalej zrobić. Tak cholernie ją kochasz i chcesz z nią być, ale twoje serce cierpi. Może dobrym wyborem byłby wyjazd z Rosji? Tęsknisz za swoją rodziną z każdym dniem coraz bardziej. Nawet nie wiesz, jak wytrzymałeś do tej pory. Musisz ich w końcu zobaczyć. Co z tego, że w Kazaniu realizujesz się jako profesjonalny sportowiec i masz naprawdę z tego niezłe zarobki, skoro nie masz przy sobie kogoś bliskiego. Dłużej już naprawdę tak nie wytrzymasz, tym bardziej teraz, gdy Alice zrobiła ci coś takiego. Nawet nie zauważasz, kiedy kończysz już któreś piwo pod rząd. Niechętnie wstajesz z krzesła znajdującego się przy barze, wyganiany przez personel i chwiejnym ruchem udajesz się do swojego mieszkania. Zmęczony emocjami dzisiejszego dnia opadasz na swoje łóżko. 

Alice 

Co ty do cholery zrobiłaś?! Odpowiedź była prosta-spieprzyłaś wszystko! Przez jedną cholerną noc spędzoną z Maxwellem rozsypało się wszystko.  Zadałaś cholerny ból Andersonowi, którego  w końcu tak bardzo kochałaś. Zawsze chciałaś uniknąć zadania mu cierpienia.  Czułaś się okropnie. Straciłaś jakiekolwiek chęci do życia.  Bo po co żyć, skoro codziennie widziałaś jego niewyrażającą emocji twarz? Nie gościł już na niej ten delikatny uśmiech. Jego oczy straciły już ten blask, którym były wypełnione na każdy twój widok. Nie zasypialiście ani nie budziliście się już razem. Przeniosłaś swoje rzeczy do gościnnego pokoju, gdzie przebywałaś podczas pierwszej spędzonej u niego w mieszkaniu nocy. Pamiętałaś ją dokładnie, jakby było to wczoraj. Wtedy po raz pierwszy się do niego przekonałaś. Opowiedziałaś mu swoją historię o Mike, później zjedliście razem pizze i rozeszliście się do swoich pokoi. Tuż przed zaśnięciem Matt zajrzał do twojego pokoju i wypowiedział "dobranoc", a ty tak po prostu pocałowałaś go w policzek. Po raz pierwszy od czasu początku waszej znajomości. Mimowolnie uśmiechasz się pod nosem, na to wspomnienie. Opuszczasz swoje łóżko punktualnie o ósmej rano i z głośnym upominaniem się o posiłek twojego żołądka wchodzisz do kuchni. Kilka minut później pojawia się w niej także Matthew. Rzuca w twoją stronę obojętne i ciche "cześć", a twoje serce łamie się na miliony kawałków. Jak w tak krótkim czasie zmienił się z tak troskliwego, kochającego cię chłopaka na chłodnego i obojętnego bruneta. Z lodówki wyciąga karton swojego pomarańczowego soku i upija z niego spory łyk. Śledzisz każdy jego najmniejszy ruch, podczas smażenia jajecznicy. Przeczesuje swoje włosy dłonią, co powoduje u ciebie jeszcze szybsze bicie serca. Z patelnią w ręce odwraca się w twoją stronę i podchodzi do stołu, przy którym siedzisz, nakładając śniadanie na wasze talerze. Kiwasz tylko głową, w ramach podziękowania i zabierasz się za jedzenie. Nie możesz powstrzymać się od podziwiania jego nagiego torsu, który tak bardzo uwielbiasz. Amerykanin zauważa to po dłuższej chwili i spogląda ci głęboko w oczy. Wpatrujecie się przez chwilę w swoje tęczówki, aż przerywa to jego głos:

-Mogłabyś mnie tak nie świdrować wzrokiem?-mówi z wyrzutem. 

-A ty mógłbyś przestać być dla mnie taki oschły?-odpowiadasz pytaniem na pytanie. 

Anderson prycha pod nosem i zrywa się z miejsca, trzaskając za sobą drzwiami od swojego pokoju. Tego mogłaś się po nim spodziewać. On cię tak cholernie rani tą chłodnością w stosunku do ciebie. Wiesz, że potrzebuje czasu, ale nie musi się wcale tak zachowywać. Opróżniony talerz wkładasz do zlewu i udajesz się w kierunku pokoju Matta. Tym razem nie odpuścisz. Naciskasz na klamkę i wchodzisz do środka. Dziwisz się na widok panującego wokół bałaganu, ale po chwili odrywasz wzrok od rozsypanych  po podłodze kartek i kierujesz go na ubierającego się w kącie siatkarza. Matt odwraca głowę w twoją stronę i rusza w twoim kierunku. Kiedy chce cię wyminąć w drzwiach, blokujesz mu je. Wypuszcza powietrze ze świstem i spogląda z irytacją. 

-Alice, zaraz spóźnię się na trening! Zrozum ja potrzebuję czasu, a ty snu. Prześpij się. To dobrze ci zrobi-mówi, a ty odsuwasz się na bok .

Zamyka za sobą drzwi od mieszkania, a ty uśmiechasz się pod nosem. Kazał ci się przespać, a to oznacza, że się o ciebie martwi. Wiesz doskonale, że bez maskowania się makijażem wyglądasz jak zombie. Nie wykonujesz jednak jego polecenia. 

Kolejne dni mijają ci tak samo. Z Mattem widujesz się tylko przy wspólnych posiłkach i na wspólnym oglądaniu telewizji. Dziś jednak postanawiasz przyjrzeć się jego formie. Narzucasz na siebie ciepłą, puchatą kurtkę, na głowę nakładasz kolorową czapkę, którą dostałaś od Maxima na zeszłe urodziny i opuszczasz mieszkanie Amerykanina, zamykając je na kluczyk. Taxi zawozi cię pod adres klubu. Po zapłaceniu kierowcy wysiadasz z samochodu i szybkim krokiem zmierzasz w kierunku wejścia. Po cichu by nie przeszkodzić chłopakom w treningu wchodzisz na trybuny i rozglądasz się po twarzach siatkarzy. Jakie jest twoje zdziwienie, kiedy pośród nich nie dostrzegasz Andersona. Dziwne. A może wyszedł do szatni albo toalety? Gdy trening się kończy zbiegasz szybko na dół i już masz wychodzić, kiedy słyszysz za sobą głos Maxima. Odwracasz się w jego kierunku i z uśmiechem witasz Rosjanina. 

-Dawno cię tu nie było. Powiedz mi coś się stało pomiędzy tobą a Mattem?-spogląda na ciebie pytająco. 

-Tak. Wybacz, ale nie chce o tym rozmawiać. Gdzie jest Matt?-pytasz, rozglądając się wokół.

-To ty nie wiesz? Wczoraj nie pojawił się na treningu, a dziś zrobił to samo. Musisz z nim porozmawiać. Coś złego się z nim dzieje. Jest taki jakiś złośliwy dla wszystkich, a ostatnio widziałem nawet jak wraca piany z jakiegoś baru. Ups! Chyba za dużo ci powiedziałem. Jeszcze uzna mnie za kabla. 

-Spokojnie. Dzięki, Max. -posyłasz w jego stronę delikatny uśmiech.-Do zobaczenia! -machasz w jego stronę, opuszczając budynek. 


Przez kolejne kilka dni prawie nic się nie zmienia. Matt wychodzi na treningi, a ty zostajesz w domu. Wiesz, że tak naprawdę jeździ zupełnie gdzie indziej niż do hali w Kazaniu. Kiedy wycierasz swoje mokre włosy ręcznikiem, po wnętrzu salonu roznosi się melodia, oznaczająca połączenie. Pośpiesznie porzucasz ręcznik gdzieś na bok i biegniesz do wymienionego wcześniej pomieszczenia. Nie patrząc na wyświetlacz, odbierasz, a po chwili w słuchawce rozbrzmiewa zirytowany głos trenera Zenitu. Vladimir tłumaczy ci, że Anderson już od prawie tygodnia opuszcza poranne i wieczorne treningi oraz nie odbiera telefonów. Twoje podejrzenia właśnie się potwierdzają. Przepraszasz Alekno za zachowanie Amerykanina i kończysz rozmowę. Jesteś wściekła. No dobra, między wami nie układa się najlepiej, ale to nie powód by Matthew opuszczał treningi. Szybko dosuszasz włosy suszarką, ubierasz się ciepło i zbiegasz schodami na dół. Masz szczęście, że na parkingu dostrzegasz właśnie kierującego się w stronę wejścia do bloku Maxima. Opowiadasz mu o zaistniałej przed chwilą informacji, a on bez namysłu proponuję ci pomoc. Wsiadasz w samochód Rosjanina i ruszasz wraz z nim na poszukiwania Andersona. Dzięki pomysłowości Mikhalova znajdujecie ledwo trzymającego się na nogach Amerykanina  w barze niedaleko bloku. Jak mógł się upić zamiast pójść na trening? Przecież siatkówka zawsze była dla niego ważna, a teraz tak po prostu olewał sobie treningi. Ciekawi cię, co zrobi gdy przyjdzie czas na mecz. Chyba będzie musiał błagać trenera na kolanach, by go zabrał. Wściekła z pomocą Max'a, wpakowujesz pianego Andersona do jego samochodu i zajmujesz miejsce obok Rosjanina. Brunet bełkocze coś niezrozumiałego pod nosem, zamykając oczy. 

                                                        Od Autorki:

Katastrofa :/ Przepraszam was za to powyżej, ale zwyczajnie się z tym męczyłam. Dopiero później jakoś mi szło lżej :) To chyba przez tą wiadomość o zawieszeniu kariery przez naszego głównego bohatera :( Nie chce wam opisywać co czułam, gdy to przeczytałam bo to by zajęło jakieś 15 godzin :D  Powiem wam tylko, że ja go rozumiem, ale też mi jest smutno. Mam nadzieję, że wróci w pełni sił i na LŚ 2015 :) To chyba tyle ;)  Nie wiem, kiedy bd kolejny, gdyż ten tydzień mam zawalony sprawdzianami, ale postaram się go dodać w miarę możliwości w środę :) Całuję :* 

poniedziałek, 27 października 2014

28."Jesteś jedyną osobą, która wywołała u mnie tak szybką pracę serca."

Alice 

Za pewne gdyby ktoś teraz wszedł to twojego tymczasowego lokum roześmiał by się głośno. Spałaś smacznie, zwisając połową ciała nad podłogą. Oczywiście, szkoda było zmarnować takiej okazji. W tym właśnie momencie po mieszkaniu rozbrzmiewa dzwonek do drzwi. Przestraszona zrywasz się na równe nogi, lądując na podłodze. Rozcierasz ubite pośladki, klnąc pod nosem na osobę, która znajduje się za drzwiami. Niechętnie podnosisz swoje cztery litery i kierujesz się w stronę drewnianych drzwi. Przekręcasz kluczyk i otwierasz je. Spodziewasz się, że to Maxwell znowu zapomniał kluczy, ale to nie on. 

-Max napisz sobie na czole, żeby nie zapomnieć kluczy lub dorób zapasowe. Nie mam najmniejszej ochoty zrywać się rano, by ci drzwi otwierać! Chce odespać całe lata w redakcji! Więc zrozum idioto, że jak jeszcze raz zapomnisz kluczy to ci nie otworzę! Rozumiesz?!-naskakujesz na stojącego przed tobą Andersona .

-Jasne, że rozumiem. Czyli mam sobie iść?-pyta ze smutną miną Amerykanin. 

-Matt!-otwierasz zaspane powieki i momentalnie się budzisz, zarzucając swoje ręce na jego szyję. -Nigdzie nie idziesz! Co ty tu robisz?-pytasz, spoglądając na niego pytająco. 

Matthew przekracza próg mieszkania Holta i rusza w kierunku dobrze znajomej mu kuchni. Podążasz tuż za nim, oczekując  wciąż na odpowiedź. Brunet opada na jedno z krzeseł przy stole, przyglądając ci się z tym łobuzerskim uśmiechem. No tak. Przecież jesteś tylko w samej koszulce, ledwo przykrywającej tyłek. Chrząkasz głośno, czym wyrywasz chłopaka z letargu. 

-Wiesz, chciałem ci zrobić niespodziankę. Wczoraj zagraliśmy ostatni mecz na wyjeździe i zamiast nawiedzać cię o 12 w nocy, postanowiłem złożyć ci dziś rano wizytę. Ale coś widzę, że jesteś jakaś nie za bardzo ucieszona. Coś się stało? -unosi brwi. 

-Nie, tylko znowu się nie wyspałam. Holt cały czas zapomina kluczy od mieszkania i codziennie zdziera mnie na nogi rano. To jakiś idiota jest. -śmiejesz się, kończąc ostatnie zdanie. 

Matt odwzajemnia twój gest i poklepuje swoje kolana, tym samym dając ci znak byś na nich usiadła. Kręcisz przecząco głową, gdyż w tej właśnie chwili twój żołądek domaga się jedzenia. Anderson wybucha głośnym śmiechem, łapie cię za nadgarstek i każe siadać. Niechętnie wykonujesz jego polecenie, przyglądając się jak przygotowuje dla ciebie śniadanie. Po chwili układa przed tobą talerz z dwoma naleśnikami oraz filiżankę twojej ulubionej Latte. Dziękujesz mu przelotnym całusem i zabierasz się za spożywanie posiłku. Podczas twojej degustacji naleśników, nadzianymi cynamonowo-jabłkowymi powidłami rozmawiacie o tym jak minął wam ostatni tydzień. Upijasz łyk gorącego napoju, przyglądając się z zainteresowaniem twarzy siatkarza. Zauważasz, że gości na niej kilkudniowy zarost, który uwielbiasz, a zarazem nie cierpisz. Kiedy tak mówi przyjmujący Zenitu Kazań :"jesteś niegrzeczna" łaskocze cię nim po policzku, czego wprost nienawidzisz. Opróżnione naczynia odkładasz do zlewu i znikasz za drzwiami pokoju gościnnego. Matt próbuje podglądać cię podczas ubierania przez niedomknięte drzwi, ale gdy to zauważasz natychmiast je zamykasz i powracasz do nakładania czarnej bluzy z nadrukiem liczby 6. Włosy związujesz w niedbałego koka i umalowana opuszczasz pomieszczenie, udając się do salonu. Grozisz palcem atakującemu reprezentacji USA, na co on tylko wybucha śmiechem. Narzucasz na siebie swoją ciepłą kurtkę, a na nogi wkładasz twoje butki. Gotowa do wyjścia proponujesz niebieskookiemu wyjście na spacer, na co on tylko kiwa głową. Szybko ubiera na siebie kurtkę i wymija cię w drzwiach. Przekręcasz kluczyk w drzwiach i zbiegasz schodami na dół. Ze śmiechem rzucasz komplet kluczy w kierunku wracającego z treningu blondyna, oznajmiając, że wychodzisz się przewietrzyć. Max odpowiada ci delikatnym uśmiechem i znika za masywnymi drzwiami klatki schodowej. Matt ni z stąd ni zowąd pojawia się przy twoim boku i obejmuje w pasie. Uśmiechasz się pod nosem i ruszasz wolnym krokiem w kierunku wyjścia z parkingu. Mimo bliskości siatkarza czujesz nieprzyjemne dreszcze na całym ciele, które powodują panujący w Moskwie mróz. Matt momentalnie to zauważa i ściąga swoją czapkę z głowy, nakładając ci ją na blond włosy. Natychmiast przeczysz, ale on pozostaje nieugięty. Po chwili oddaje ci także ciepłe rękawiczki. Jest taki troskliwy i opiekuńczy. Nie pozwoli ci byś przemarzła i była chora. Szkoda, tylko, że nie ma pojęcia o tym co ty mu zrobiłaś. Chcesz powiedzieć mu o tym jak najszybciej, ale nie teraz. Nie możesz zepsuć jego wyśmienitego humoru, spowodowanego twoją obecnością i wczorajszym zwycięstwem. Bez opamiętania wpijasz się w jego usta, próbując wygrać wojnę z jego językiem, który pieści twoje podniebienie. Przegryzasz jego wargę, wygrywając tą walkę. Odrywasz się niego i ruszasz wolnym krokiem przed siebie. Musisz przyznać, że wargi Andersona są rajem. Całuje zupełnie inaczej niż Max. On robi to z taką namiętnością, pożądaniem. Holt jest jednak bardziej delikatniejszy. Matt dogania cię po chwili i wpija w twoje wargi, powodując, że prawie tracisz równowagę. Na szczęście w porę łapie cię za nadgarstki i przyciąga do siebie. Po chwili odrywacie się od siebie i szczęśliwi spacerujecie po tutejszym parku. Nie wiesz, co zrobisz gdy powiesz mu o tym co zaszło pomiędzy tobą a Maxwellem podczas pobytu tu. Przecież możesz go stracić a co wtedy? To właśnie On nadał sens twojemu życiu. Pamiętasz doskonale jak wyżalałaś mu się na jednym ze zgrupowań, o tym, że wszyscy mają kogoś. Tym razem to i ty miałaś, ale mogłaś go stracić.  Nie chciałaś teraz niszczyć tego, co powstało pomiędzy wami. Tego mocnego uczucia. 

Matt


Stoisz w salonie, rozmawiając o sezonie Superligi z Maxwellem, jednym okiem zerkając przez otwarte drzwi do pokoju Alice. Blondynka zasuwa właśnie walizkę i z uśmiechem na twarzy, meldują się w salonie gotowa do opuszczenia mieszkania twojego kolegi. Udaje ci się ją jeszcze namówić zmysłowym szeptem do ucha, by się odświeżyła bo w nocy może być gorąco. Śmieje się pod nosem i skrada z twoich ust delikatny pocałunek, znikając za drzwiami łazienki. Max spogląda na ciebie znacząco, a ty karcisz go wzrokiem. Czemu otaczasz się światem tak zboczonych ludzi? Oczywiście, Max ani słowem nie wspomina o tym, że przespał się z twoją dziewczyną. Po co? Przecież nie chce stracić twojego zaufania. Uśmiechasz się pod nosem, gdy za drzwi toalety dociera śpiew Winter. Holt kręci ze śmiechem głową, poklepując cię po ramieniu. Niczego się nie domyślasz. Nie masz pojęcia, że opierasz się o kanapę na, której twoja dziewczyna cię zdradziła i zasnęła w ramionach innego. W zachowaniu blondyna nie dostrzegasz żadnej zmiany. Jak zawsze jest wyluzowany, pełen energii i pomysłów na żarty. Po chwili twoim oczom ukazuje się przebrana i odświeżona blondynka. Kiedy staje obok ciebie obejmujesz ją ramieniem i żegnasz się ze swoim kolegą. Winter podchodzi do Max'a, składając pocałunek na jego policzku. Blondyn zamyka ją w swoich ramionach, szepcząc coś do ucha, czego ty nie jesteś w stanie zrozumieć. Czujesz się dziwnie. Chyba jesteś zazdrosny. Po sekundzie jednak ponownie na twoją twarz wstępuję uśmiech i już z niej nie znika. Przez ramię przerzucasz torbę Alice, która wędruje tuż za tobą. Zbiegacie schodami na sam dół, a następnie otwieracie drzwi klatki schodowej. Przed budynkiem czeka już zamówiona przez ciebie wcześniej taxi. W bagażniku układasz bagaż piwnookiej, a następnie opadasz na tylne siedzenia obok niej. Momentalnie układa swoją głowę na twoim ramieniu, wtulając swoją drobną sylwetkę w twoje ciało. W tej właśnie chwili dostrzegasz, jak bardzo brakowało ci jej przez ubiegły tydzień. Napawasz się wonią jej truskawkowego szamponu do włosów, cytrusowymi perfumami i oliwkowymi oczami, które spoglądają na ciebie z miłością. Jakim cudem ty bez nie wytrzymałeś? Twoje rozmyślenia przerywa głośne hamowanie kierowcy przed lotniskiem. Spoglądasz na niego karcąco, na co on tylko odwraca głowę. Wręczasz mu banknot i otwierasz drzwi przed blondynką. Z torbą w ręce i jej dłonią splecioną z palcami twojej lewej ruszasz w kierunku wejścia na lotnisko. Po błyskawicznej odprawie opadasz w wygodny fotel, czując jej głowę na swojej klatce piersiowej. Uśmiechasz się pod nosem, zerkając ukradkiem na jej spokojną twarz. Przymknięte powieki zasłaniają tęczówki, w które tak bardzo chcesz popatrzeć, a usta są szczelnie zamknięte. Za oknem samolotu zapada zmrok. Z każdą minutą coraz bardziej dostrzegasz jak zasypia. W końcu nie słyszysz już jej głosu i odrywasz wzrok od telefonu, spoglądając na jej buzię. Śpi tak niewinnie, że aż szkoda ją budzić. Tak, więc sam decydujesz się na rozmowę z Nico i Gabi. Gdy pytasz brunetkę o rozmowę z twoją dziewczyną, unika twojego spojrzenia i wydaje się jakaś zdenerwowana. Lekceważysz to jednak, gdyż może być zmęczona po ciężkim dniu w redakcji, o którym opowiedziała wcześniej. Szkoda Matt, że nie znasz prawdy. Po dość długiej rozmowie ziewasz i postanawiasz się przespać. Żegnasz się z parą i wyciszasz telefon, wkładając go do kieszeni. Opierasz głowę o szybę i przymykasz powieki. Bez najmniejszego problemu udajesz się do krainy Morfeusza. 

Po przespaniu nocy w samolocie wypoczęty opuszczasz pokład samolotu z blondynką na rękach. Coś czujesz, że za niedługo i ona się obudzi. Przed lotniskiem w Kazaniu czeka już machający w twoją stronę Maxim. Uśmiechasz się szeroko w jego kierunku, prosząc go o zabranie torby dziewczyny. Pomaga ci ułożyć także jej właścicielkę na tylnych siedzeniach i zasiada na fotelu kierowcy niebieskiego Nissana. Podczas drogi Alice otwiera oczy i rozciąga się leniwie. Uśmiechasz się pod nosem, dostrzegając jej odbicie w samochodowej szybie. Taką ją właśnie uwielbiasz. Nieogarniętą i beztroską. Składasz czuły pocałunek na jej czole i obejmujesz ją ramieniem. Uśmiecha się do ciebie w ten anielski sposób i całuje cię namiętnie na przywitanie tego dnia. Po chwili twój samochód zatrzymuje się na parkingu przed blokiem i wysiadasz z niego wraz z panną Winter. Kapitan Zenitu wsiada do stojącej pod budynkiem taxi i żegna was machaniem. W połowie schodów wpijasz się w kuszące usta blondynki, na co ona odpowiada cichym pomrukiem. 

Alice 

Mimo ostatnio spędzonej nocy u boku Holta, pragniesz bliskości Matta. To on jest twoim chłopakiem i jego kochasz. Przespanie się z Maxwellem było tylko zwykłym impulsem. Matthew z całej siły pacha cię na ścianę tuż przed wejściem do mieszkania i jeszcze mocnej wpija w twoje wargi. Jakimś cudem udaje mu się trafić kluczem do drzwi i je otworzyć. Wasze ciała coraz bardziej pragną siebie na wzajem. Oplatasz swoimi nogami pas siatkarza, wplatając swoje palce w jego brązowe włosy. Słyszysz jak mruczy zmysłowo do twojego ucha, co jeszcze bardziej zachęca cię do działania. Nim spostrzegasz trafiacie do sypialni, po drodze gubiąc kilka części garderoby. Anderson starannie i delikatnie układa cię na łóżku w waszej sypialni, obdarowując milionem pocałunków  na obojczykach i szyi. Zdecydowanie czujesz jak rytm twojego serca znacznie przyśpiesza, a oddech staje się coraz płytszy. Ten mężczyzna doprowadza cię do rozkoszy takimi małymi gestami. Nie masz pojęcia jak on to robi, ale taka jest prawda. Po chwili na podłodze lądują ubrania waszej dolnej części ciała. Leżysz przed nim całkowicie naga, nie czując żadnego wstydu. Kochasz go i chcesz by znał cię całkowicie, całą ciebie. Nim spostrzegasz stajecie się jednym. Słyszysz jego pomruki zadowolenia i zmysłowy szept przy uchu. Tak świetnie się jeszcze nie czułaś nigdy. Teraz jesteś w pełni spełniona. 

-Jesteś jedyną osobą, która wywołała u mnie tak szybką pracę serca.-pieści twój ucho, swoim ściszonym głosem.-Kocham cię.-zamyka twoje usta kolejnym namiętnym pocałunkiem. 

Jesteś już w pełni pewna, że mówi prawdą. Sam wywołał u ciebie najszybsza pracę serca w twoim życiu. Zmęczony opada obok ciebie, przykrywając się kołdrą po podbrzusze. Jest mu zdecydowanie za gorąco, by opatulać się nią po same uszy. Spoglądasz na niego ukradkiem, uśmiechając się delikatnie. Nigdy w życiu nie czułaś się tak cudownie. Zdecydowanym błędem było pójście z blondynem do łóżka. To tylko Matthew Anderson potrafi oddać się tobie cały i kochać się z tobą bez opamiętania. On naprawdę cię kocha, a ty jego. Przymykasz powieki, układając głowę na jego klatce piersiowej. Czujesz jak powoli się unosi i opada. Wciągasz do nozdrzy zapach jego perfum. Nie znasz żadnego innego mężczyzny, który by cię tak do siebie pociągał. On jest jedyny w swym rodzaju. Tak jak ta gwiazda na niebie, o której stwierdziłaś, że  różni się od innych gwiazd. 

Niewyspana otwierasz swoje powieki, rozglądając się po pokoju. Na zarośniętym nieco policzku Amerykanina składasz delikatny pocałunek i opuszczasz waszą wspólną sypialnię. Nucisz pod nosem " I need your love", zaparzając sobie świeżej kawy. Napawasz się jej zapachem, upijając łyk za łykiem. Nie jesteś ani trochę głodna. Kiedy opróżniasz zawartość filiżanki odkładasz ją do zlewu i znikasz za drzwiami łazienki. Szybki odświeżający prysznic, ubranie się, pomalowanie i jesteś gotowa. Na palcach skradasz się do pomieszczenia, w którym wciąż śpi Anderson i wyjmujesz z kieszeni spodni paczkę papierosów.  Nakładasz na siebie swój najcieplejszy sweter i zamykasz się na balkonie. Nie przeszkadza ci ujemna temperatura, panująca w Kazaniu. Zsuwasz się za zimne płytki i zapalasz pierwszego papierosa.  Musisz sobie wszystko przemyśleć, co wiesz, że nie będzie proste. Już dawno zerwałaś z paleniem,  z którego wyciągnął cię Nicolas, ale w tej sytuacji musiałaś ponownie sięgnąć po to świństwo. Ono teraz pomagało ci uspokoić umysł i spokojnie przemyśleć wszystkie wydarzenia z minionego tygodnia i wczorajszej nocy. W końcu musisz wyznać prawdę przyjmującemu. Nie chcesz przerywać tej "sielanki" w waszym życiu, ale naprawdę nie możesz go już dłużej tak okłamywać. Przecież go kochasz. A jak się kogoś kocha to jest się z nim szczerym. W końcu to właśnie sobie obiecaliście nawzajem. Szczerość aż do bólu. Czujesz się podle, po tym jak potraktowałaś siatkarza mieszkającego w Moskwie. Holt był przecież twoim przyjacielem, nadal jest, a ty tak po prostu dałaś mu dosłownie do zrozumienia, że nic pomiędzy wami nie będzie. Owszem, nie mogłaś powiedzieć mu, że coś do niego czułaś, bo tak zwyczajnie nie było, ale mogłaś za to zachować się w stosunku do niego nieco łagodniej. Przecież ty go zwyczajnie wykorzystałaś, podczas gdy obok nie było Matta. Nawet teraz brzydzisz się sobą, przypominając sobie to co robiliście u niego w salonie na kanapie. Zrobiłaś zwyczajne świństwo twojemu chłopakowi. Odskakujesz momentalnie, kiedy drzwi balkonowe się otwierają. No to brawo Winter! Wpadłaś jak śliwka w kompot! 

-Co ty tu robisz, Alice? Ty palisz?!-pyta zdziwiony Amerykanin. 

-Tak,... to znaczy... nie.-jąkasz się jak podczas przysięgi małżeńskiej.- Nie palę, to po prostu wyjątkowa sytuacja. -rzucasz spokojnie w jego kierunku.- Nie mów nic Nico. Błagam cię. A  jeśli chodzi o to co robię, to rozmyślam. 

-Jasne, ale pod warunkiem, że wyrzucisz tą truciznę i to natychmiast!-oświadcza stanowczo, spoglądając na ciebie z powagą. 

Wykonujesz jego polecenie i odwracasz się w jego stronę. Te błękitne oczy sprawiają, że twoje nogi robią się niczym z waty. Szybko chwytasz się dłonią obramowania balkonu i podejmujesz decyzję. Musisz mu to teraz powiedzieć. Nie możesz dłużej zwlekać. Teraz albo nigdy. Bierzesz głęboki wdech i przed powiedzeniem ważnych słów kładziesz swoje usta na jego wargach, bez opamiętania całując go namiętnie. Brunet zaskoczony twoim gestem odwzajemnia pocałunek i układa cię na poręczy. Odrywasz się od jego warg i ponownie bierzesz głęboki oddech. Będzie ciężko, ale musisz to zrobić. Choćby zabolało go to jak cholera, musisz. 

-Matt. Muszę ci coś powiedzieć.-mówisz drżącym głosem. 

                                                        Od Autorki:

Przed wami 28 rozdział, który bardzo trudno mi się pisało. Mam jednak,nadzieję, że podołałam i wam się spodoba :) Chyba powracam do zakończeń w ciekawym momencie :D Brawo dla PGE Skry i Asseco Resovii, które po raz kolejny dały pokaz swoich umiejętności i wygrały mecze :3 Dodałam z powrotem początkową piosenkę na bloga, ale jest także ta, co była. Możecie, więc sobie włączyć jaką wam się podoba :)  Zastanawiam się nad wyborem jednej, ale to zależy od was. Dajcie znać czy zostawić 1 czy 2 :)
Całuję i zapraszam tutaj w środę (chyba). Podzielcie się swoją opinią w komentarzu ;D 

czwartek, 23 października 2014

27. "Ej! Sam jesteś bufon! "

Alice 

Nawet nie zauważyłaś, kiedy zleciał ci cały czwartek i stałaś przed szafą, nie wiedząc w co się ubrać. Raczej prezentacja zespołu była czymś oficjalnym, ale chłopaki  mieli być ubrani w swoje startowe numerki, a nie garnitury, więc w co ty się miałaś ubrać? Na sportowo czy elegancko? Łapiesz się za głowę, wyrywając sobie z niej włosy. Słyszysz głośny śmiech Matta, który opiera się o framugę drzwi, przyglądając się twojemu zakłopotaniu. Odwracasz głowę w jego stronę i spoglądasz na niego błagalnie. Amerykanin uśmiecha się do ciebie cwanie i podchodzi do szafy, zerkając na jej zawartość. Z wieszaka ściąga szarą bluzkę z ćwiekami na przedramieniu, czarną skórzaną kurtkę i czarną krótką spódnicę. Odwraca się w twoją stronę i wręcza ci zestaw do rąk, szepcząc, że będziesz skradać spojrzenia wszystkich facetów na sali. Śmiejesz się cicho i muskasz jego policzek, wywalając go za drzwi. Szybko przebierasz się w wybrany wcześniej przez bruneta komplet i biegiem ruszasz w kierunku łazienki. Rzęsy poprawiasz czarnym tuszem, usta przejeżdżasz błyszczykiem, a włosy rozczesujesz i pozostawiasz opadające falami na twoje ramiona. Uśmiechasz się do swojego odbicia i w pośpiechu ubierasz na stopy czarne, na wysokim obcasie butki, zabierasz torebkę i przepuszczona przez Matta w drzwiach opuszczasz jego mieszkanie. Niebieskim nissanem dojeżdżacie na miejsce, wskazane przez trenera siatkarza i wchodzicie głównymi drzwiami. Gdy docieracie aż na koniec korytarzu, machasz z uśmiechem w stronę chłopaków, którzy nie kryją swojego zdziwienia twoją obecnością. Jedyny, który o tym wiedział był Maxim. Podchodzisz do tego właśnie Rosjanina i zaczynasz wypytywać się o szczegóły uroczystości. Mikhaylov ze śmiechem opowiada ci o planie tego wieczoru, a ty przytakujesz mu tylko głową. Po chwili twoim oczom ukazuję się sylwetka Vladimira Alekno. Wraz z chłopakami posłusznie stajesz wokół trenera Zenitu Kazań i przysłuchujesz się jego słowom. Niestety, krzywisz się, kiedy słyszysz jego płynny rosyjski. Matthew obejmuje cię w pasie, szepcząc, że na pewno się przyzwyczaisz. W odpowiedzi muskasz jego usta delikatnie i przy jego boku wchodzisz do wnętrza sali. Zajmujesz miejsce na jednym z wygodnych i miękkich krzeseł, przyglądając się ceremonii otwarcia nowego sezonu. Dość długa przemowa selekcjonera Zenitu, a później już tylko przedstawienie zawodników. Kiedy spiker ogłasza twojego chłopaka, klaszczesz mocno w dłonie i głośno wykrzykujesz jego imię, czym wywołujesz uroczy uśmiech na jego twarzy. Musisz przyznać, że naprawdę nieźle się tu czujesz. Niczym zauważasz cała część uroczysta dobiega już końca, a ty w objęciach Matta wirujesz na parkiecie. Śmiejesz się cicho z jego ruchów i co chwila muskasz jego usta swoimi wargami. Mimo butów na wysokiej platformie twoje nogi nadal są pełne chęci do przebywania na parkiecie. Tym razem wtulasz się w bezpieczne ramiona Andersona, przymykając powieki i powoli kołysząc się do wolnej piosenki. Maxim spogląda na was z szerokim uśmiechem, co ty po chwili zauważasz. Zmęczona ciągłymi wyczynianiami w tańcu ciągniesz Amerykanina w kierunku jednego ze stołów. Do szklanki nalewasz sobie Pepsi i rozglądasz się wokół, zatrzymując swój wzrok na głupkowato uśmiechającego w twoją stronę Spiridonovie. Natychmiast odwracasz głowę i ponownie upijasz łyk zimnego napoju. Krótko po ósmej wieczorem zmęczona przekraczasz próg andersonowego mieszkania i opadasz na jego, wydającą ci się w tym momencie milutką i miękką kanapę. Nim spostrzegasz twoje powieki się zamykają, a ty wędrujesz po krainie marzeń i snów. 

                                                         ***
Dni w Rosji mijają ci ekstremalnie szybko. Siedzisz przy kuchennym stole, popijając gorącą Latte i podziwiając jesienny krajobraz za oknem. Matthew z torbą na ramieniu zjawia się w pomieszczeniu, wyrywając cię tym samym z rozmyśleń. Uśmiechasz się do niego delikatnie, życząc powodzenia na treningu. Amerykanin muska twój policzek wargami i wychodzi, zamykając za sobą drzwi. Ostatnio coraz częściej myślisz o poszukaniu tutaj jakieś pracy. Nigdy nie lubiłaś żyć na czyjś koszt, dlatego też dość szybko opuściłaś Polskę i wróciłaś do swojej ojczyzny. Może jakaś sportowa gazeta potrzebowała dziennikarki tak zdolnej jak ty. Zrywasz się z krzesła, udając do pokoju Matta. Z biurka sprzątasz kilka niepotrzebnych papierów i zabierasz laptopa. Szybko wystukujesz na klawiaturze hasło ofert pracy dla takiej osoby jak ty i zaczynasz przeglądać spis na głównej stronie. Kilka z nich spisujesz na kartkę i wyłączasz urządzenie. Opróżnioną do dna filiżankę odkładasz do zlewu i spoglądasz z ciekawością na zegar. 10:20. Masz jeszcze spore szanse trafić na większą część treningu bruneta. A co jeśli będziesz go rozpraszać? Sam jednak  mówił ci nie raz , że drzwi do hali są zawsze dla ciebie otwarte. Pośpiesznie narzucasz na ciepłą bluzę grubą kurtkę, kupioną na tą okazję przebywania w Kazaniu i dobierasz do niej czarne butki. Po drodze owijasz się wokół szyi fioletowym kominem i wsiadasz do stojącej akurat na dole taxi, rzucając w stronę kierowcy adres. Po kilku minutach przekraczasz próg obiektu sportowego i wolnym krokiem zmierzasz ku wejściu na halę. Uśmiechasz się pod nosem jak chłopaki grają w boiskowego "hokeja", jeśli można to tak nazwać. Śmiejesz się głośno, kiedy Anderson zły po stracie bramki gryzie kij w buzi. Przyjmujący Zenitu natychmiast spogląda w twoją stronę i posyła lotnego buziaka. 

-Anderson! Nie romansuj mi tu, tylko bierz się do roboty! -upomina go Vladimir. 

Skrywasz swoją twarz w tkaninie komina, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Przysiadasz na ławce przy ścianie i z ciekawością śledzisz trening rosyjskiego klubu. Siatkarze w końcu odkładają kijki na bok i zabierają się za prawdziwą rozgrzewkę. Nie możesz oderwać wzroku od przekładającego właśnie nogi na jedną i drugą stronę Matthew. Później kilka okrążeń wokół boiska i gra. Alexey spogląda na ciebie zalotnie, a ciebie coraz bardziej to irytuje. Od wczorajszego wieczoru nie spuszcza z ciebie oka, a Matthew nawet tego nie zauważył. Spirik jest jego kolegą z drużyny, ale sama widziałaś jak podczas meczu nie raz zachował się jak jego przyjaciel. Masz nadzieję, że blondyn wreszcie się ogarnie i przestanie cię denerwować. Bijesz brawo, kiedy Matthew serwuję w samą linię. Chwilę po 11 chłopaki opuszczają salę i udają się do szatni. Niestety, staje się to czego się tak bardzo obawiałaś. Czekając na twojego chłopaka przed szatnią Rosjanin podchodzi do ciebie i uśmiecha się w ten swój cholernie chory dla ciebie sposób. 

-Cześć Mała! Ty to pewnie Alice, dziewczyna Matta?-pyta, a ty jednie kiwasz głową.-Musze przyznać, że gust to on jednak ma. Pięknie wyglądasz.-puszcza w twoją stronę oczko i niebezpiecznie się zbliża. -Nie bój się. 

Na szczęście natychmiast odskakuję, gdy drzwi szatni otwierają się, a z nich wychodzi Matthew. Spogląda na ciebie pytająco, ale ty nie masz ochoty rozmawiać z nim o zaistniałej przed kilkoma minutami sytuacji. W ciszy wsiadacie do samochodu przyjmującego i po drodze wpadacie do supermarketu. Matthew nie wytrzymuje i zatrzymuje w pewnym czasie wózek, który pchasz i spogląda na ciebie niepewnie. 

-Alice. Dlaczego cały czas milczysz?-pyta w końcu.

-Po prostu nie mam o czym rozmawiać. -odpowiadasz, unikając jego wzroku. 

-Mnie nie oszukasz. Widzę, że coś się stało. To coś związanego z moim kolegą z drużyny?-unosi ku górze brwi.

Kiwasz tylko głową i wymijasz go, ruszając w kolejny dział. Wrzucasz do wózka środki higieniczne oraz kilka owocowych soków. Zostawiasz Amerykanina w sklepie i opuszczasz jego teren. Bierzesz głęboki oddech, ruszając powolnym krokiem w stronę stojącego na parkingu samochodu. Powiedzieć mu czy nie? Przecież to nic takiego, tylko zwyczajny podryw. A gdyby tak brunet nie wyszedł wtedy, to co by się stało? Pocałował by cię? A może dopuścił czegoś gorszego? Kręcisz głową, odganiając te myśli i odwracasz się do tyłu. Przejmujesz jedną z reklamówek od właściciela Nissana i układasz ją w bagażniku samochodu, zajmując miejsce obok kierowcy. Ku twojemu zdziwieniu Anderson nie przekręca kluczyków w stacyjce, a spogląda na ciebie ukradkiem. Czuje doskonale, że coś się stało. W końcu nie wytrzymujesz:

-Ten cały Spiridonov próbował mnie dzisiaj podrywać. Nie wiem, co by zrobił, gdybyś wtedy nie wyszedł z tej szatni.

-Zabiję go!-wali z całej siły w kierownice, która wydaje z siebie dźwięk klaksonu. -Cholerna jasna! Od początku wydawał mi się jakiś taki podejrzany. 

Gładzisz go po ramieniu i szepczesz do ucha, aby się uspokoił. Matt patrzy na ciebie z nienawiścią w oczach, ale po chwili ponownie w jego oczach szaleją te iskierki szczęścia, a na ustach gości delikatny uśmiech. Rusza spod supermarketu i chwilę później zatrzymuje się przed blokiem. Siadasz obok niego na kanapie w salonie, opierając głowę o jego ramię. Uśmiechasz się pod nosem, kiedy na ekranie laptopa pojawia się szczęśliwa Gabi. Dzwoniła do ciebie wczoraj o pierwszej w nocy, ale ty spałaś jak zabita i kompletnie nic nie słyszałaś. Za to ściągnęła na równe nogi twojego ukochanego, który na szczęście jednak doprowadził się do normalnego funkcjonowania. 

-Alice! Nicolas mi się oświadczył!-oznajmia uradowana, pokazując do wyświetlacza mieniący się na jej środkowym palcu pierścionek. 

-Czy ja źle słyszę? Czy ten bufon oświadczył się tej wariatce?-śmieje się wesoło Anderson.

-Ej! Sam jesteś bufon! Nicolas to świetny facet, nie to co ty. Siedzisz w tej gównianej Rosji i zabierasz jeszcze ze sobą moją kochaną przyjaciółkę. A właśnie opowiadajcie jak tam u was w Kazaniu.

Wraz z Matthew wymieniacie się spojrzeniami i decydujesz się, żeby to on mówił. Tak, więc amerykański siatkarz opowiada twojej szalonej Gabrieli o rozpoczęciu sezonu, ostrych treningach, średnio wychodzących Zenitowi meczach oraz o wielu innych sprawach, a ty tylko przyglądasz się ich rozmowie, milcząc. W między czasie, gdy Nicolas pojawia się w domu i rozmawia z twoim partnerem, ty bierzesz szybką, rozgrzewającą kąpiel i wracasz do salonu, z kubkiem gorącej, malinowej herbaty. Około 7 wieczorem kończysz połączenie internetowe z twoim bratem oraz kumpelą i wygodnie usadawiasz się na kanapie. Wpatrujesz się w ekran plazmowy, przyglądając się akcji komedii romantycznej, która powala ciebie oraz Andersona do łez. Po salonie rozbrzmiewa wasz głośny śmiech, który tak bardzo uwielbiasz. Nie wiesz , co byś zrobiła bez tego wariata przy twoim boku. Po raz kolejny upewniasz się, że podjęcie decyzji o wyjeździe do Rosji było dobrym posunięciem. Nie masz najmniejszego pojęcia jak wytrwałabyś tam w Buffalo bez tego świrusa. Wasze wieczory filmowe na kanapie w salonie są po prostu fantastyczne. Nie miałaś pojęcia, że filmy mogą aż tak zbliżyć do siebie ludzi. Już za jakieś trzy dni udajesz się do Maxwella na kilka dni. Jeszcze nigdy nie byłaś w Moskwie, więc musisz zobaczyć jak tam jest. Czy aby na pewno jest ona piękniejsza od Kazania? Z głową na kolanach bruneta usypiasz, oddając się w ramiona Morfeusza. Matthew natomiast po chwili walki ze snem poddaje się i również usypia. 

                                      ***
Zirytowana przytakujesz głową na wszystkie pytania Amerykanina, biorąc głęboki oddech. Matthew zachowuje się jakbyś, co najmniej była młodą matką, która opuszcza rodzinny dom z dzieckiem przy boku. Przerzucasz torbę przez ramię i żegnasz się z siatkarzem czułym pocałunkiem. Matthew przez kilka najbliższych dni będzie w ciągłych rozjazdach, a ty nie masz najmniejszej ochoty siedzieć w czterech ścianach i podziwiać każdego pęknięcia na suficie. Zbiegasz schodami na dół, machając ze śmiechem zaglądającemu za tobą Andersonowi. On jest niemożliwy. Przed budynkiem czeka już samochód Maxa, a w nim jego właściciel. Gdy tylko otwierasz drzwi, natychmiast odrywa swój wzrok od jakiegoś dalej położonego punktu i spogląda na ciebie z tym łobuzerskim uśmiechem. Ledwo co opuściłaś dom jego kolegi z kadry, to on już cię straszy. Po długiej podróży docieracie na miejsce. Zaspana otwierasz zachłannie oczy, zasłaniając je szybko rękawem od bluzy. Po chwili przyzwyczajasz się jednak do panującego światła i leniwie rozciągasz. Holt otwiera przed tobą drzwi, proponując pomoc w noszeniu torby. Kręcisz przecząco głową, zapewniając, że dasz sobie radę i wymijasz go udając się z jego kluczami w kierunku klatki schodowej. Jeden rząd schodów, drugi, trzeci... Następnym razem zdecydowanie wjedziesz windą. Zasapana opierasz dłonie na kolanach, biorąc głęboki oddech. Blondyn w tym samym momencie wysiada właśnie z windy, a ty gromisz go wzrokiem. Wzrusza tylko ramionami, nie wiedząc o co chodzi i wpuszcza cię do mieszkania. Jeszcze nigdy tutaj nie byłaś. Ściągasz swoje ulubione butki ze stóp i z każdym krokiem zagłębiasz się w salon, rozglądając wokół. Musisz przyznać, że jak na faceta panuję tu dość dobry porządek. Wspinasz się na wysokie krzesło, przy blacie, opierając głowę na dłoni. Maxwell stawia przed tobą parujący kubek, za który z uśmiechem się zabierasz. Gorąca kawa od razu naładowuje cię energią i chęcią do życia, rozgrzewając również w organizmie. Środkowy spogląda na ciebie zdziwiony, kiedy zamiast pocierać się z zimna ty wymachujesz swoją bluzą, ochładzając się. Z cwanym uśmieszkiem chwyta za butelkę wody mineralnej i wylewa na ciebie jej zawartość. Wściekła zeskakujesz z taboretu i podchodzisz do niego bliżej. 

-Co ty robisz?! Do reszty ci odwaliło z tych mrozów Holt?!-zadziwia cię jego zachowanie.

-Mi nie, tobie za to tak. Wachlujesz się mi tu, to postanowiłem ci pomóc w ochłodzie.-szczerzy się w twoją stronę. 

Zirytowana zaciskasz dłonie w pięści, mając w zamiarze obić mu twarz. W ostatniej chwili jednak odsuwasz swoją dłoń od jego ładnej buźki i znikasz za drzwiami łazienki, którą o dziwo znajdujesz bez problemów. Szybki gorący prysznic pobudza twoje ciało, a umycie włosów  sprawia, że z uśmiechem wdychasz zapach twojego truskawkowego  szamponu. Kiedy opuszczasz toaletę Max siedzi w salonie, a w momencie pojawienia się twojej sylwetki w salonie odrywa wzrok od plazmowego ekranu i kieruje go na ciebie. Mierzy cię nim z góry do dołu, mówiąc coś pod nosem. Uśmiechasz się do niego krzywo i zajmujesz miejsce obok. Syczysz pod nosem, czując jak szelka od stanika wbija się w twoje plecy, powodując nieprzyjemny ból. Natychmiast wstajesz, prosząc o pomoc siatkarza Dynamo Moskwy. Max bez problemu radzi sobie z uporczywą szelką, a następnie przejeżdża palcem wzdłuż twoich pleców, powodując u ciebie lekki dreszczyk, przechodzący właśnie po nich. Wiesz, że to wyczuwa. Jesteś zdziwiona czego twoje ciało zareagowało tak na jego dotyk. To jednak nie koniec. Zaskoczona odwracasz się w jego stronę, a on bez opamiętanie wpija się w twoje malinowe wargi. Nie masz pojęcia  dlaczego, ale odwzajemniasz jego pełne pożądania pocałunki. W tym momencie twój mózg kompletnie pozbywa się myśli o Matthew, liczy się tylko On i Ty. Popycha cię na kanapę znajdującą się tuż za nim i przygniata cię po chwili swoim ciałem. Nim spostrzegasz pozbywasz się jego czarnej koszulki, a on czyni to samo z twoją białą bokserką. Przemieszcza się z twoich ust, na szyję, powodując u ciebie przyśpieszony oddech. Czujesz się tak wspaniale jak jeszcze nigdy. Po niedługiej chwili na podłodze wędrują kolejne części waszej garderoby. Teraz jesteście już całkowicie jednym. Jego spragnione twojego ciała usta doprowadzają cię do rozkoszy, a jego bliskość powoduje wciąż przyśpieszony i niemiarowy oddech. Nie wiesz czemu to robisz. Przecież kilka dni temu chciałaś oddać się całkowicie Matthew, a teraz leżysz na kanapie w salonie Holta i kochasz się z nim, oddając wszystko co masz. Czyżby nie był dla ciebie tylko przyjacielem? Może jest zdecydowaniem kimś ważniejszym? Może swoje uczucia do niego ukrywasz pod pretekstem przyjaźni? Nie znasz kompletnie odpowiedzi na to pytanie w obecnej chwili. Zmęczona składasz ostatni pocałunek na jego wargach i momentalnie zasypiasz na jego ramieniu. Nie wiesz jak bardzo go uszczęśliwiłaś. Nigdy w życiu nie wyobrażał sobie, że dobrowolnie będziesz leżeć u jego boku całkowicie naga. Nie miał pojęcia, że będzie miał przyjemność zasmakować twoich ust, które na wyciągniecie ręki miał Anderson. Z jednej strony czuł się tak cholernie spełniony, a z drugiej jak zdrajca. Matt był w końcu jego kolegą, a on wiedział, że z tobą łączy go naprawdę mocne uczucie. Ale nie wytrzymał, nie umiał już walczyć ze swoimi uczuciami. Pozwolił im uciec do rzeczywistości. Tak, teraz był już tego pewien jak nigdy wcześniej. Kochał cię. Tak po prostu pokochał, zakochał się w tobie. Już na pierwszym spotkaniu wywarłaś na nim piorunujące wrażenie. Byłaś taka swobodna w swoim zachowaniu, uśmiechałaś się co chwilę. Twoje blond włosy powiewały na wietrze, oliwkowe oczy lśniły. Zlekceważył ten zachwyt tobą, bo po prostu uznał, że jesteś zwyczajnie piękna. Później nim zauważył zaczęła się wasza przyjaźń. A dopiero niedawno, na tej wycieczce rowerowej w Polsce zdał sobie sprawę, że wpadł w twoje sidła. Uległ twojemu urokowi. Zakochał się! Po prostu się zakochał! Zdał sobie sprawę, że pragnie byś była szczęśliwa i bezpieczna. Nie miał jednak nigdy w świecie w planach sprzątnięcia cię z pod nosa Amerykanina. Szanował i lubił Matta, wiec nie miał ku temu powodów. Tym bardziej, że przy jego boku widział cię naprawdę szczęśliwą i zakochaną w nim po uszy. Pamiętał wszystkie jego rozmowy z Mattem na twój temat. Śmiał się wtedy głośno, gdy przyjmujący Zenitu opowiadał mu o twoim zachowaniu, nie wiedząc jak się do ciebie zbliżyć. Zwyczajnie mu doradzał, zastanawiając się jaka naprawdę byłaś. Czy rzeczywiście byłaś takim aniołem jak opisywał mu cię Matt?

Bardzo wcześnie otwierasz swoje oczy, spoglądając zaskoczona na leżącego obok ciebie, prawie spadającego z kanapy Max'a. Podnosisz się do pozycji siedzącej, okrywając swoje nagie ciało jedynie kawałkiem koca. Po chwili przypominasz sobie wydarzenia z wczorajszej nocy. Masz przed oczami obrazki waszego zbliżenia, zdecydowanego zbliżenia. Było ci tak dobrze, ale tak naprawdę czujesz się okropnie. Zdradziłaś Matta! Tak po prostu jak zwykła szmata. Przespałaś się ze swoim najlepszym przyjacielem! Czy mogło być gorzej ? No chyba raczej nie, chociaż... Nie masz ochoty teraz o tym myśleć. Załamana łapiesz się za kosmyki swoich blond włosów, przymykając powieki. Nie masz pojęcia, co teraz robić. Kochasz Matta i to z nim chcesz być. Maxwell to zwykły impuls, chwila słabości. Przecież to twój przyjaciel, tylko przyjaciel. Owszem, kochasz go, ale tylko jako  przyjaciela, nic więcej. Tak, tego jesteś pewna. Wczorajsza noc to po prostu wariujące w twoim organizmie od kilku dni hormony i zwykła chwila słabości. Choć jedno masz za sobą, ale zostaje ci jeszcze rozmyślanie na temat co z tym zrobisz. Delikatnie wydostajesz się z sofy, porywając ze sobą ciepły kocyk. Pośpiesznie wyjmujesz ze swojej torby szlafrok i owijasz się nim szczelnie, przykrywając śpiącego wciąż kocykiem siatkarza. Na palcach udajesz się do kuchni, zaparzając sobie kawę. Wskakujesz na kuchenny blat  z filiżanką w ręku, podziwiając za oknem krajobraz Moskwy. Nie zamierzasz patrzeć twojemu chłopakowi i udawać szczęśliwą, tak jakby nic się nie stało. Zwyczajnie tak nie potrafisz. Wiesz, że może on się naprawdę nieźle wkurzyć, ale nie masz innego wyjścia. Nie chcesz go oszukiwać. Przecież obiecaliście sobie szczerość i musisz tej obietnicy dotrzymać, mimo wszystko. Choćby ta prawda miała zniszczyć wasz związek. Kompletnie straciłaś apetyt na jedzenie śniadania, więc puste naczynie odkładasz do zlewu i znikasz za drzwiami łazienki. By uciec przed spotkaniem z blondynem, przed którym i tak się nie uchowasz postanawiasz wziąć długą kąpiel. Podczas jej trwania odpisujesz na SMS'y Matta, wypytując się o wynik pierwszego meczu. Uśmiechasz się pod nosem, odczytując 3:1 dla Zenitu. Gdy wychodzisz z wanny, pośpiesznie wystukujesz na dotykowej klawiaturze krótką wiadomość do Gabi i wycierasz mokre ciało. Spoglądasz na swoje odbicie w lustrze i brzydzisz się sobą. Jak mogłaś mu to zrobić? On cię przecież kocha do szaleństwa i w ogień by za tobą poszedł, a ty tak po prostu spędziłaś z Maxem namiętną noc. Ubrana w wygodne i ciepłe ubrania oraz umalowana opuszczasz toaletę, udając się do swojego tymczasowego lokum. Słyszysz jak Holt krząta się w kuchni, ale nie masz na razie ochoty z nim rozmawiać. By uspokoić swoje wariujące myśli wyjmujesz czytaną przez ciebie obecnie książkę i rozpoczynasz na skończonej ostatnio stronie. Klniesz chicho, kiedy w drzwi puka blondyn. Rzucasz w jego kierunku głośne "proszę!" i obserwujesz jak zwykle jego nieogarnięte włosy,  uśmiechając się pod nosem.  Na szczęście jest już ubrany, choć tyle dobrego.

-Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale musimy pogadać.-oświadcza z powagą, dziwną jak dla niego. 

Krzywisz się na te słowa, okładając lekturę na szafkę obok łóżka i siadając po turecku, spoglądając wyczekująco na Holta. Siatkarz siada na przeciw ciebie i łapie cię za ręce. 

-Powiedz mi. Alice, czy dla ciebie wczorajsza noc coś znaczyła?-wpatruje się głęboko w twoje oczy. 

Nie czujesz już tego dreszczyku co wczoraj, ani najmniejszej zmiany w organizmie i na skórze pod wpływem jego dotyku. Nie chcesz go zranić, ale nie umiesz inaczej odpowiedzieć na to pytanie jak i zaprzeczyć. Przecież jest ci naprawdę bliski i ważny dla ciebie, ale nie jest dla ciebie kimś więcej niż przyjacielem. A wczorajszą noc można nazwać wpadką, wypadkiem przy pracy. 

-Jeśli mam być szczera, to było naprawdę cudownie. Ale Max jeśli coś do mnie czujesz, to nie licz na odwzajemnienie tego. Kocham Matta. A wczorajsza noc nic dla mnie nie znaczyła, tak właściwie to nie wiem dlaczego to zrobiłam.-wyznajesz, spuszczając głowę. 

-Rozumiem, chce jednak byś wiedziała, że cię kocham. -muska twoje usta, ale ty tym razem pozostajesz na jego gest obojętna. -Dziękuję, że po wczorajszym nadal chcesz mnie znać. -uśmiecha się.

Odwzajemniasz jego gest i rzucasz w jego twarz poduszką. Spogląda na ciebie z oburzeniem i oddaje sobie. Po chwili leżycie już na podłodze okładając się poduszkami, tak jak niedawno w Buffalo. Powraca twój dobry humor. Postanawiasz zapomnieć o wczorajszym wydarzeniu i korzystać z pobytu w Moskwie. Maxwell opuszcza mieszkanie, udając się na zakupy, a ty zostajesz sama. Korzystasz z okazji i wykonujesz połączenie na Skype do swojej przyjaciółki. Opowiadasz Gabi o swoim problemie, a ta stara ci się jakoś pomóc. Podziela twoje zdanie na temat powiedzenia mu o tym w najbliższym czasie i modlenie się o to, by przyjął tą wiadomość spokojnie, co za pewne będzie u niego cudem. 

                                                        Od Autorki:

Nom i po około 2 godzinach pisania dodaje takie oto coś wyżej. Moja opinia na temat tego rozdziału: jestem naprawdę zadowolona z treści jak i ze stylu :) Mam nadzieje, że Wam również przypadnie do gustu. Dodaje go dziś, ponieważ jutro jadę do kina w Rzeszowie z klasą i nie wiem czy po powrocie chciało by mi się bazgrać. Prędzej na historię startującą po Wlazłym będę miała chęci. W sobotę być może pojawi się rozdział, ale niczego nie gwarantuję. Sami wiecie mecze, leniuchowanie, czytanie blogów i takie tam... Życzcie mi wpadnięcia na jakiego Resoviaka w Galerii :D A gratulację dla Skry i Asseco za świetne mecze :3 Nie było już tych atomowych zagrywek Niko, ale były Wlazłego, z tego co na lajfach czytałam :) Nie wiem co tu jeszcze mówić. Zapewniam was, że jeszcze pewnie sporo rozdziałów dodam, gdyż sporo akcji przed nami :) A ten pomysł był kompletnie nie planowany, ale na kółku dodatkowym przyszedł mi do głowy i postanowiłam go nie zmarnować, no i wykorzystałam :) Całuję Was kochane i do zobaczenia być może w sobotę :* 
PS: Zapraszam do wyrażania swojej opinii w komentarzu :) Pod ostatnim było więcej niż 25 ;) Brawo! Róbcie postępy takie jak ja w akcji xD